-Spoko Pezz.To ja przepraszam.Co ty robiłaś w męskim kiblu?-spytał zdziwiony,no tak to nie codzienna sytuacja,że dziewczyna wychodzi z męskiego.
-A nic specjalnego,koleżanka źle się poczuła i musiałam jej pomóc.-zaczęłam kłamać,nigdy tego nie umiałam,a po pijaku wychodzi mi to jeszcze gorzej.
-Taa,jasne koleżanka.Jesteś pijana.Choć odwiozę cię do domu.
-Ok,ale ja nie jestem pijana.Wypiłam tylko jednego drinka.
-Spoko,powiedzmy,że ci wierzę.-wziął mnie za rękę i wyprowadził z klubu.Gdy siedzieliśmy w taksówce poczułam,że moje powieki robią się strasznie ciężkie.
* * * * * * *
5 dni później
Dziś jest pogrzeb Luka.Mama nie zadzwoniła z Dubaju ani razu,a tata jest tak zajęty swoją nową dziewczyną,że też nie daje znaku życia.Od czasu kiedy Austin odwiózł mnie do domu moje życie wygląda tak samo.Śpię do późna,jem,oglądam tv,idę do klubu,upijam się.Dziś wstałam wcześniej,poszłam wziąć prysznic,umalowałam się,ubrałam i zrobiłam koka.
Kiedy byłam gotowa mój telefon zabrzęczał,że Jess i Austin są już pod domem.Spojrzałam jeszcze raz w lustro i popsikałam się moimi perfumami.
-Dasz radę Perrie,musisz być silna.Luke cały czas patrzy,ale już z gór.-powiedziałam do siebie,aby dodać sobie otuch,ponieważ strasznie się bałam tam iść.Wzięłam czarną kopertówkę i wyszłam z domu.
-Hej wam.-przywitałam się gdy wsiadłam do samochodu Austina.
-Hej kochanie,jak się trzymasz?-spytała Jess.
-W miarę dobrze.Próbuję się nie załamywać wiem,że Luki by tego nie chciał.-odpowiedziałam,a resztę drogi na cmentarz minęło nam w ciszy.W kaplicy zobaczyłam państwa Gilbert.Podeszłam do nich i złożyłam kondolencje.Kiedy to zrobiłam pan Gilbert przytulił mnie,natomiast pani Gilbert zabijała mnie wzrokiem.Kiedy wracałam do Jess za nadgarstek pociągnęła mnie Santana.
-Czego chcesz?-zapytała
-Chciałam być miła i przywitać się z morderczynią.
-Nie zabiłam Luka to był wypadek,a poza tym ja nawet nie siedziałam na tym motorze i nie spowodowałam wypadku.-wyjaśniam.
-Jasne kochanie,oczywiście,że ci wierzę.-śmieje się i odchodzi,a ja wracam do Jess.
-Perrie dlaczego cię tak długo nie było?Pani Gilbert znowu miała jakiś problem?-pyta Jessica.
-Nie,mama Luka nie odezwała się słowem,ale spotkałam Santanę i ona musiała dodać swoje trzy grosze.
Austin chciał coś powiedzieć,ale ksiądz zaczął mszę.Kiedy przemówili rodzice Luka,ksiądz poprosił mnie bym zabrała głos.Podeszłam do mikrofonu,a w głowie miałam zupełną pustkę.
-Witam wszystkich tu zebranych,nazywam się Perrie i byłam dziewczyną Luka.Luki był niesamowity,kocham go nad życie i mimo tego,że nie mam go już z nami jakiś czas,ja cały czas gdy się budzę sprawdzam komórkę czy nie dostałam od niego jakiegoś sms-a,a potem sobie uświadamiam,że on nie żyję.I zaczynam się zastanawiać czy nie mogłam go jakoś uratować przed typ wyścigiem.-robię przerwę i patrzę na ludzi.-Do dziś męczą mnie sny,gdzie widzę ten wypadek,czuję dym i słyszę krzyki Luka.-czuję jak z moich oczu wypływają łzy,więc postanawiam zakończyć swoją przemowę.-Chcę przeprosić serdecznie rodziców Luka oraz jego samego,że mu wtedy nie pomogłam.Dziękuję za uwagę.

Kiedy wracam do na swoje miejsce,ksiądz mówi jakąś modlitwę,jacyś mężczyźni biorą trumnę Luka i zanoszą do grobu,a następnie ją zakopują.Ludzie po kolei podchodzą i kładą różne kwiaty.Ja postanawiam podejść tam ostatnia.Gdy Jessica z Austinem zostawiają kwiatki,podchodzą do mnie.
-Poczekamy na ciebie w samochodzie,nie śpiesz się.-mówią,uśmiechają się i odchodzą.Kiedy wszyscy się rozchodzą podchodzę do grobu i kładę białą róże i siadam na ławce,która stoi obok.
-Hej skarbie.Przepraszam,że cię nie uratowałam,ale gdy zobaczyłam,że twój motor płonie byłam przerażona,nie wiedziałam co zrobić.Krzyczałam by ktoś ci pomógł,ale nagle wszyscy zaczęli uciekać i zostałam sama.Zadzwoniłam po pogotowie i straż,ale spóźnili się.Brakuje mi cię.Wiem,że mam jeszcze Jess i Austina,ale to nie to samo co rozmowa z tobą.Od momentu kiedy odszedłeś wszystko się posypało rodzice się rozwodzą,mama się załamała i pojechała do Dubaju,a ojciec wyprowadził się do swojej kochanki i ma w dupie co się ze mną dzieje.Czasami chciała by leżeć tu z tobą,ale chyba jestem zbyt wielkim tchórzem,bo boję się tego.Przepraszam.-mówię do nagrobka,a po moich policzkach płyną łzy,więc zamykam oczy i chowam głowę.
-To,że żyjesz nie oznacza,że jesteś tchórzem tylko pokazuje jak jesteś silna.-słyszę głos obok siebie i podskakuję ze strachu.-Przepraszam nie chciałam cię przestraszyć.Jestem Amelia Swan.Przechodziłam obok i usłyszałam twoje słowa.-mówi śliczna blondynka o figurze modelki.
-Perrie Edwards.Nie musisz przepraszać
-Kim był ten chłopak?Jeśli mogę wiedzieć?-pyta.
-Jasne to żadna tajemnica to był mój chłopak.
-Tak mi przykro.Nie wyobrażam sobie gdyby to mój chłopak umarł.Ale nie martw się ten chłopak na pewno by nie chciał byś była załamana,więc proszę uśmiechnij się.-powiedziała i zrobiła słodkie oczka,na które od razu się uśmiechnęłam.

-Dziękuję poprawiłaś mi humor.A teraz przepraszam,ale znajomi czekają na mnie na parkingu.Pa.
-Ok,ja też już muszę iść.Cześć.-wstałam i poszłam w stronę parkingu.Gdy szłam rozmyślałam o Ameli miła z niej dziewczyna,podeszła do kogoś nieznajomego by go pocieszyć,ale może ona jest zła lub może chciała mnie wciągnąć do jakiejś sekty?Dobra Perrie koniec,ty wariujesz dziewczyna chce być miła,a ty wymyślisz jakąś sektę.Gdy doszłam do samochodu zobaczyłam,że Jess i Austin się całują.Serio na cmentarzu,ale sobie fajne miejsce znaleźli.
Podeszłam i zapukałam w szybę,a oni automatycznie od siebie odskoczyli.Kiedy wsiadłam panowała nie zręczna cisza,którą przerwał Austin.
-Pezzi,robię dziś imprezę może wpadniesz?-spytał,a Jess wysłała groźne spojrzenie.
-Perrie nie słuchaj go.Ja też nie idę,przyjdę do ciebie i obejrzymy jakiś nudną komedię romantyczną i pośmiejemy się z głównych bohaterów.Co ty na to?-zapytała odwracając się do mnie.
-Tak właściwie, to chętnie przyjdę na imprezę.Czuję,że tego mi potrzeba,a poza tym Luke chciał by bym żyła normalnie więc na którą mam przyjść?
-Na 20 u mnie w domu.Rodzice wyjechali,a my z Kim chcemy się zabawić.-no tak Kim,młodsza siostra Austina,nie miałam jeszcze okazji jej poznać,ale z tego co słyszałam to nie zła z niej suka.
-Ok,będę.Dziękuję za podwózkę.Do zobaczenia.-kiedy weszłam do domu zegarek pokazywał 16,więc usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać "Plotkarę".Po 2 odcinkach postanowiłam pójść się szykować.Wzięłam prysznic,zrobiłam makijaż,a włosy związałam w koka.
Kiedy byłam gotowa zegarek pokazywał 19.50,więc zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu państwa Berry.Gdy byłam pod drzwiami zadzwoniłam dzwonkiem,a zaraz stanął w nich Austin.Pocałowała mnie w policzek na przywitanie.
-Cześć Pezzi,choć poznam cię z moją siostrą.
-Siema Austin,ok.
I zaczął iść w kierunku salonu,byłam tu raz kiedy Jessica poprosiła bym po nią przyjechała,ale teraz wyglądał inaczej niż go zapamiętałam,meble były odsunięte by było miejsce do tańczenia,a przy drzwiach na taras stała dziewczyna o ciemnych długich włosach z chłopakiem,którego skądś kojarzyłam.Kiedy do nich podeszliśmy dziewczyna odwróciła się do brata.
-Perrie poznaj Kim i Harrego,Kim Harry poznajcie Perrie.
-Cześć miło was poznać.-powiedziałam z uśmiechem,choć czułam się dziwnie bo oboje się mi przyglądali.
-To ta,która zabiła swojego chłopaka?-spytała Kim
-Kim przestań,mówiłem ci że masz być miła.-upomniał ją Austin
-Ta jasne.Mi ciebie też miło poznać.-ludzie mieli racje.Jego siostra to zołza i bezuczuciowa suka.
Wzruszyłam się na pogrzebie Luka.Strasznie mi szkoda Perrie.Najlepszy moment jak przyłapała Jess w aucie.Szkoda,że wszyscy oskarżają ją o coś czego nie zrobiła.Rozdział oczywiście jak zwykle rewelacja.Ciekawi mnie co się wydarzy na imprezie.Czekam z niecierpliwością na następny.
OdpowiedzUsuń