-Pezz,idziemy?-pyta Demi,a ja nie za bardzo wiem o co jej chodzi.
-Gdzie?
-No nauczyć się serfować.Tym nudziarzom się nie chce.-mówi i wskazuje na resztę.
-Ok.Pa.-żegnamy się i idziemy w stronę budki gdzie można wypożyczyć sprzęt i instruktora.-Dzień dobry,chciały byśmy się zapisać na kurs serfowania.-mówię.
-Dzień dobry.Ok to idźcie sobie wybrać deskę i zaraz przyjdzie do was instruktor.-odpowiada dziewczyna stojąca za ladą.Idziemy do stojaka gdzie są deski i wybieramy sobie po jednej.
-Cześć,jestem Tony i będę waszym instruktorem.-mówi przystojny chłopak,który wygląda może na dwadzieścia lat z cudownym sześciopakiem na klacie.
-Hej jestem Demi,a to moja przyjaciółka Perrie.-odpowiada Dems kiedy ja gapie się na jego klatę.
-Zrób zdjęcie Perrie zostanie na dłużej.-słyszę głos Tonego i dopiero to wyrywa mnie z transu.Prycham na jego słowa,ale po chwili dodaję zawstydzona.
-Przepraszam.
-Spoko to co zaczynamy?-pyta.
-Jasne.-odpowiada Demi.Muszę przyznać,że albo Tony jest świetnym nauczycielem,albo to wcale nie jest takie trudne,bo po jakiś 20 minutach obie z Demi stoimy na deskach i mniej więcej nam to wychodzi.
-To było świetne,musimy to kiedyś powtórzyć.-mówi Demi kiedy wychodzę na brzeg.Kiwam głową i idziemy odstawić deski i rozliczyć się za lekcje.Gdy wracamy na ręcznik,reszta sugeruje byśmy wrócili do hotelu.W pokoju idę pod prysznic i ubieram się w luźną koszulkę i krótkie spodenki.Oglądam TV gdy zdzwoni mój telefon.Odbieram go i wychodzę na taras,z którego rozciąga się widok na plażę i ocean.
Ja:Halo.
Mama:Hej,kochanie.Co tam u ciebie?Jak wyjazd?
J:W porządku.Pogoda świetna,hotel też.I dziś poszłyśmy z Demi nauczyć się serfować.A jak u ciebie?
M:U mnie jak zwykle,praca,dom,praca,dom.Tylko teraz dom świeci pustkami i tęsknię za tobą,bo nie mam się do kogo odezwać.Próbowałam się skontaktować z Benem,ale nie odbiera.
J:Wiem mamo,bo taty nie ma w Angli.
M:Jak to go nie ma?Przecież miałam się z nim spotkać i obgadać twoje studia.
J:Bo ja go dziś widziałam razem z Ellie.On tu jest.Na Fidżi.
M:Ah...Dobra nie ważne.Przyszedł dziś do ciebie list.
J:Od kogo?
M:Nie wiem .Przecież nie otwieram twoich listów.Dobra córcia,ja idę spać.Dobranoc.
J:Branoc,mamo.-odpowiadam no tak przecież przez strefy czasowe w Londynie jest już noc.Wracam do pokoju i widzę,że wszyscy u nas siedzą.
-Co jest?-pytam,a oni dopiero teraz mnie zauważają.
-Nic zastanawiamy się co dziś robimy i chyba pójdziemy do klubu-odpowiada Jai.
-Więc leć się przebierz razem z Jess,bo w tym czymś z nami nie pójdziecie.-dopowiada Austin.
-Zachowując się tak,to zdecydowanie nie wyglądacie seksi,a raczej jak laski,które uciekły z psychiatryka.-mówi Luke,a reszta śmieje się z nas.
-Słyszysz Jess,my i psychiatryk?Ale co tam i tak laski.-odpowiadam i idę do walizki poszukać czegoś na wieczór.Ostatecznie wybieram czerwony kombinezon bez ramiączek i czarne szpilki,a włosy pozostawiam rozpuszczone.Gdy wracam z łazienki do pokoju,zastaję tam tylko Luka,który robi coś w swoim telefonie.
-Gdzie reszta?-pytam,zwracając na siebie uwagę chłopaka.
-Wow ślicznie wyglądasz.Stwierdzili,że zanim pójdziemy do klubu zjemy kolacje i czekają na nas w restauracji.Chodź.-mówi,wstając z łóżka i kieruje się do drzwi.Gdy przechodzimy koło recepcji,wpadam na jakiegoś faceta.
-Przepraszam.Nie zauważyłam pana.-odzywam się,a kiedy podnoszę głowę jestem w szoku,bo wpadłam na ojca i Ellie.
-Cześć,Pezzi.Miło cię widzieć.Możemy porozmawiać?-pyta.
-Dobra.-mówię i zwracam się do Luka-Idź,zaraz do was dołączę.Co chciałeś?
-Przecież wiesz dlaczego,bo zniszczyłeś naszą rodzinę.-odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Perrie jesteś już dużą dziewczyną i powinnaś wiedzieć,że między małżeństwem czasami się coś wypala i się oni rozstają.Więc proszę zaakceptuj to,że jestem z Ellie szczęśliwy i że za trzy miesiące będziesz miała siostrę.
-Wiesz co to ani nie będzie moja siostra ani nie zaakceptuję tego,że zostawiłeś mamę,więc jeśli nie masz mi nic więcej do powiedzenia to pozwól,że wrócę do moich przyjaciół i spróbuję zapomnieć jakim to mój ojciec jest kretynem.-odpowiadam i się odwracam,lecz ojciec łapię mnie za nadgarstek,a po mimice jego twarzy widzę,że jest zły.
-Słuchaj,tu masz zaproszenie na mój i Ellie ślub,a jeśli na niego nie przyjdziesz z Zaynem Malikiem to obiecuję,że zrobię wszystko byś nie dostała się na żadne studia,a Ellie załatwi,że nikt nie będzie chciał cie jako modelki.Bo bez urazy,ale jesteś na nią za gruba.-syczy,a ja zamiera.Czy to naprawdę mój tata?Co się z nim stało?Gdzie jest słodki,miły i troskliwy tatuś?
-Bez urazy,ale żądasz za wiele.Po pierwsze ja i ten chuj nie jesteśmy razem,a po drugie nienawidzę cię.-krzyczę,a łzy lecą mi po policzkach.Biegnę przed siebie do pobliskiego parku.Opieram się o drzewo i dopiero tu zaczynają docierać do mnie jego słowa.
