-Hej,mamo.-mówię i całuję ją w policzek.-Gdzie jest Tom?-pytam.
-Musiał pojechać do kancelarii.
-I jak miło spędziłaś wieczór?
-Tak było wspaniale.Muszę przyznać,że miedzy mną i Tomem tworzy się coś prawdziwego.No,ale nie ważne.Opowiadaj jak było na weselu?Chyba się udało jak dopiero teraz wróciłaś.-mówi uśmiechając się,ale wiem że w środku jeszcze się pozbierała do końca.
-Szczerze to wesele było beznadziejne.Ojciec to największy kretyn na świecie,a kiedy zmusił mnie bym z nim zatańczyła zaczął mi opowiadać jaka to jestem beznadziejna.-nie mówię mamie o tej sprawie z anonimem,bo wiem,że by się tylko przez to nie potrzebnie denerwowała-Potem pogodziłam się z Zaynem i skończyło się na tym,że poszliśmy do klubu,a potem nocowałam u niego by tobie i Tomowi nie przeszkadzać.
-Oh kochanie przykro mi w sprawie Bena,ale nie martw się wszystko się ułoży.A co do tego mulata to muszę przyznać,że robicie szał wszystkie gazety o was piszą.
-No nie znowu.Mamo ja i on nie jesteśmy razem.My...-waham się czy powiedzieć jej o umowie,dobra nie chcę jej okłamywać-...tylko udajemy związek.-mówię trochę zakłopotana.
-Co?Kochanie dlaczego?-pytam zszokowana.
-To sprawa taty.On i Modest mają taką umowę,że jeśli bym się nie zgodziła zniszczyli by mnie.
-Ja im pokarze.Oni nie mogą cie tak wykorzystywać.
-Nie mamo spokojnie.Dam radę.-mówię,choć sama jestem sobą zdziwiona.Co ja plotę?W tych naleśnikach chyba coś było.
-Na pewno słońce?
-Tak na pewno.-odpowiadam i w tym momencie dzwoni mój telefon-Przepraszam.Na chwilę.
Ja:Halo
Cat:Hej Pezz.Masz czas wyjść na rowery?Tak dawno się nie widziałyśmy.
J:Jasne to o której?
C:Może o 15 pod Big Benem.
J:Ok,jasne.To do zobaczenia.
C:Pa.
-Mamo idę z Cat na rowery.
-Jasne.-odpowiada i zaczyna robić coś na komputerze.Odwracam się i idę do siebie do pokoju.-A Pezzie,zapomniałam ci powiedzieć we wtorek przyjeżdża Matty z rodzicami do nas na tydzień.
Wchodzę do siebie do pokoju i idę się odświeżyć.Po gorącym prysznicu,zaczynam szykować się na rowery.
Ubieram się bez czapki,a glany zamieniam na białe,krótkie conversy.Patrzę na zegarek jest 14.35.Dobra czas najwyższy wychodzić.Wyjmuję rower z garażu i jadę w stronę Big Bena.Gdy docieram na miejsce zauważam Cat.
-Hej.-mówię i przytulam dziewczynę.
-Hajka,Pezz.-odpowiada-Gdzie jedziemy?
-Może pojedziemy wzdłuż Tamizy,a potem skręcimy do East Park i tam sobie zrobimy przerwę?-proponuję.
-Ok,to jedziemy.-odpowiada uśmiechnięta.Jedziemy i gadamy na wszystkie możliwe tematy.Kiedy dojeżdżamy do parku zatrzymujemy się przy jeziorze i odpoczywamy.Żadna z nas nic nie mówi.Delektujemy się słońcem oraz ciszą.
-Perrie powiesz mi co się stało między tobą a Lukiem,bo Jai mówił,że wpadłaś wczoraj wściekła?
-A Luke.Więc byłam trochę pijana,a on zaczął się na mnie wydzierać,że jestem suką,dziwką i że zazdrości mojemu Lukowi,że nie żyje i nie musi mnie znosić i się wściekłam i powiedziałam prawdę przy Kianie jednocześnie niszcząc ich związek.
-I nie żałujesz tego?-pyta
-Nie raczej nie.Nie pozwolę,żeby mnie obrażał,a poza tym ona musiała poznać prawdę.
-A no to chy...-Cat nie kończy bo ktoś zaczyna nas wołać.-Jaiii!!!!!-krzyczy dziewczyna i biegnie do Brooksa.Jak ja im zazdroszczę.Odwracam się i mam wrażenie że cały wszechświat mnie nie lubi.