sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 29

-Skąd ty o tym wiesz?-pytam zaskoczona,przestając tańczyć.
-Oj Pezzi.To ja zleciłem mojemu znajomymi by cie obserwował,a przy okazji Ellie wymyśliła byśmy wysyłali ci smsy.-uśmiecha się do mnie,a ja mam ochotę mu przywalić-Ale nie martw się Zayn mimo wszystko zgodził się z tobą być,więc pójdź do niego bądź miła i prześpij się z nim.-wyrywam się mu i próbuję odejść lecz w ostatniej chwili Ben łapie mnie za rękę i ciągnie w swoją stronę-A i jeszcze jedno mogła byś mi podziękować,bo gdyby nie ja nikt by nie wiedział o twoim istnieniu.-wyrywam się mu i idę w stronę baru.
-Poproszę coś mocnego-mówię do barmana wyjmując telefon.
Luke:Halo.
Ja:Hej Luke,nie przeszkadzam?
L:Nie,jestem w domu z Kianą.Stało się coś Perrie?
J:Nie,tak,znaczy nie wiem.Luke ja już nie daje rady.Myślałam,że jestem silna,ale ja już nie mogę.
L:Ale co się dokładnie stało?Zacznij od początku.
J:Bo ja jestem na weselu mojego ojca.Z Zaynem Malikiem,bo oni mi kazali i ojciec mi powiedział,że te wszystkie smsy od L to był on,znaczy jego kolego i ja mam dość.
L:Perrie już po ciebie jadziemy.
J:Nie musicie nie chce wam psuć randki.Ja zadzwoniłam tylko dlatego,że chciałam się komuś wygadać,nie musicie przyjeżdżać.
L:Wyślij Lukowi adres smsem.-słyszę głos Kiany,a następnie dźwięk oznaczający zakończenie połączenia.Wzdycham głośno i chwytam mojego drinka wypijając go duszkiem.I zamawiam następnego,gdy chcę wziąć kolejnego ktoś mi go zabiera.
-Nie za szybko.-słyszę głos Zayna.
-Pieprz się to nie twoja sprawa.-odpowiadam mu i chcę mu zabrać drinka.
-Oj daj spokój.Zapomnij o tym co było i zacznijmy od nowa.A teraz choć zatańczyć.-mówi i ciągnie mnie na parkiet. 

Podczas tańca próbuję nie patrzeć na Zayna,ale cały czas,że chłopak wypala we mnie dziurę.Co powoli zaczyna mnie irytować.
-Brudna jestem czy co?-pytam zirytowana.
-Jesteś bardzo ładna Perrie.-odpowiada,a ja parskam śmiechem.
-Ile wypiłeś?
-Nic,jestem trzeźwy.

-Kłamiesz.Jeśli myślisz,że wskoczę ci do łóżka to jesteś w dużym błędzie.
-Dobra,wiem ostatnio spieprzyłem,ale to było dawno.Zrozumiałem swój błąd i przepraszam.Chcę to naprawić.Proszę zaufaj mi.I tak musimy udawać związek,więc może spróbujmy się zaprzyjaźnić.-mówi i uśmiecha się.
-Ok,możemy.-odpowiadam i zastanawiam się czy ja oszalałam.
-To zacznijmy od dziś.Chodź wyrwijmy się stąd i chodźmy do klubu.-kiwam głową i kierujemy się w stronę wyjścia.Kiedy wychodzimy z pałacu,Zayn mnie trzyma za rękę i prowadzi do samochodu,a ja zastanawiam się czy dobrze zrobiłam próbując mu zaufać.Całą drogę do klubu spędzamy w ciszy.Mulat nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy.Gdy podjechaliśmy zobaczyłam długą kolejkę i duży wieżowiec.Wysiedliśmy z auta i poszliśmy od razu do drzwi nie zwracając uwagi na obraźliwe komentarze ludzi tam stojących.Malik podszedł przywitał się z ochroniarzami i weszliśmy do windy kierując się na ostatnie piętro.Gdy drzwi się otworzyły uderzyła we mnie woń alkoholu i potu wymieszane ze sobą.Zaczęłam się rozglądać i nawet nie zwróciłam uwagi na to,że Zayn cały czas stoi za mną.Bardzo blisko mnie.
-Chodź do baru.-szepcze mi do ucha,a ja się wzdrygam.Podchodzimy do baru i zamawiamy drinki.Wypijamy je,siedząc na barowych stołkach.
-Idziesz tańczyć?-pytam,a gdy mulat kiwa przecząco głową,wzruszam ramionami i idę na parkiet,gdzie zaczynam szaleć i znowu czuję na sobie jego wzrok,ale nie zwracam na to uwagi,bo teraz chcę być tylko ja i parkiet. Macham włosami,a zaraz dołączają się do mnie inne dziewczyny.W tłumie wypatruję Santanę i Carly więc do nich podchodzę i zaczynamy się wygłupiać.Po czasie idziemy do łazienki zrobić sobie selfie w lustrze.Gdy wracamy na sale,podchodzi do mnie Zayn i odciąga na bok.
-Co jest?-pytam zaciekawiona
-Twój telefon cały czas dzwoni.Chyba ktoś się o ciebie martwi.-mówi uśmiechając się,wręczając mi kopertówkę.
-O dzięki.Nie wiesz gdzie mogłoby być ciszej bym oddzwoniła?
-Chodź zaprowadzę cię.-odpowiada i prowadzi mnie do schodów,którymi wchodzimy na dach.Muszę przyznać,że zaczynam żałować,że nie wzięłam żadnej kurtki lub bolerka,bo jest tu zimno.Wyjmuję telefon i okazuje,że dzwonił Luke i Kiana.O cholera zapomniałam o nich!Wybieram numer Luka.Obwiniając się co ze mnie za przyjaciółka,gdy czuję jakiś materiał na swoich ramionach.Jest to marynarka Zayna.Uśmiecham się do niego,zamyślając się o nim,ale budzę się gdy słyszę wściekły głos Luka.
-Gdzie ty jesteś?!  
 Untitled | via Tumblr

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 28

Miesiąc później 
Od mojego powrotu minęły już 3 tygodnie.Musze przyznać, że moja noc z Lukiem odeszła w nie pamięć kiedy Jai zaprowadził do ich pokoju i poznał z...UWAGA FANFARY...dziewczyną Luka, Kianą. Przyznaję, że byłam w sporym szoku gdy ją poznałam. Najpierw pomyślałam,że musi być dziwna skoro jest z chłopakiem,który ją zdradza,ale gdy ją lepiej poznałam okazało się,że jest przemiłą i przeuroczą dziewczyną.I gdy zaczęłyśmy się zaprzyjaźniać dopadły mnie wielkie wyrzuty sumienia.
***Retrospekcja***
 Leżeliśmy wszyscy na plaży.Miałam racje,że między Cat,a Jaiem coś będzie.Obecnie siedzą razem na kocu przytuleni i co chwile szepczą sobie coś do ucha lub skradali sobie całusy myśląc,że nikt tego nie widzi.
-Mam pomysł!-krzyknęła nagle Demi.-Chodźmy ponurkować z maskami.-wymyśliła,a jej pomysł spotkał się ze sporym entuzjazmem.Wszyscy się poderwali oprócz Luka i mnie.
-Luke,Pezzi,idziecie?-pyta Kiana.
-Jas...
-Na razie nie,bo mamy ze sobą do pogadania.Ale zaraz ci zwrócę chłopaka,obiecuje.-przerywam Lukowi i odpowiadam z uśmiechem,dziewczyna odwzajemnia uśmiech i biegnie do morza.
-To niby o czym mamy porozmawiać?-pyta oschle.Odkąd pojawiłam się na Fidżi jego dziewczyna stał się w stosunku do mnie bardzo zimny i robi wszystko by mnie unikać.
-No nie wiem o czym,może o tym co się wydarzyło między nami dzień przed jej przyjazdem.-odpowiadam lekko podirytowana jego zachowaniem.
-Och.-chłopak wzdycha.-Perrie słuchaj,przepraszam,że cie olewałem,ale bałem się,że jej powiesz a mi na niej tak bardzo i nie chcę jej zranić ani jej stracić,bo moje życie nie miało by bez niej sensu.-mówi ze skruchą,a ja zaczynam zazdrościć Kianie takiego chłopaka.
-Dobra,możemy jej nic nie mówić,ale polubiłam ją i mam wyrzuty sumienia.
Untitled-Nie martw się.-uśmiecha się pocieszy cielsko.-To moja wina.Nie wiedziałaś,że mam dziewczynę,a wtedy u ciebie w pokoju nie odrzuciłem cie,więc tylko ja spieprzyłem nie ty.
- Ale mimo wszystko mam poczucie winy.
-Oj,Pezz przestań,to moja wina,a ty się tym nie przejmuj tylko ciesz się wakacjami.-przekonuje mnie.Nagle wstaje przerzuca mnie przez ramie i wbiega do wody.
***Koniec retrospekcji***
I tak reszta wyjazdu była idealna i bez problemowa,ale trzeba wreszcie było wrócić do Anglii i zmierzyć się z rzeczywistością.Gdy wróciłam do domu mama nakryłam mamę z jakimś facetem w kuchni.Szczerze to jak ich zobaczyłam myślałam,że się posikam ze śmiechu.I tak wyszło na jaw,że nawet mama znalazła sobie chłopaka-Toma i pracują razem.Okazało się,że jestem zmuszona pójść na wesele ojca,bo inaczej Modest! mnie zniszczy.Ben,bo on już nie zasługuje na miano ojca zawarł z wytwórnią jakiś chory kontrakt,w którym jest mowa,że ja i Zayn będziemy się pokazywać publicznie jako para.I tak oto skończyłam przed lustrem szykując się i czekając na Zayna.Obawiam się,że to wesele i pokazywanie się publicznie to tylko wierzchołek góry lodowej z jaką będę musiała się zmierzyć.
-Perrie,przyjechał!-woła mama,a ja zaczynam się denerwować.Boże dlaczego ja?Schodzę na dół,gdzie mama już stoi wraz z Tomem.Wspominałam,że postanowili wykorzystać to,że idę na ślub i zorganizować sobie randkę.-Kochanie na pewno sobie poradzisz.Trzymam za ciebie kciuki,pamiętaj o tym.-mówi przytulając mnie.
-Wiem mamo.Pa,miłej randki.-odpowiadam i otwieram drzwi.
-A kochanie ślicznie wyglądasz.-słyszę głos mamy,gdy wychodzę.Na podjeździe stoi czarna limuzyna.No tak zapomniałam przecież jadę z panem gwiazdą,a na ceremonii mają być celebryci.Wsiadam nawet nie witając się z Zaynem,on też się nie odzywa.Gdy dojeżdżamy pod kościół stoi tam mnóstwo paparazzi,no to świetnie jutro pewnie będziemy na okładkach na całym świecie.Malik wysiada pierwszy,a następnie pomaga mi wysiąść.Jestem zaskoczona iż od początku nie odezwał się ani nic nie skomentował.Gdy idziemy do wejścia z każdej strony słychać pytania:"Od kiedy jesteście razem?", "Czy to wielki powrót Zerrie?","Zayn czy Lea była tylko przykrywką do tego,że wciąż byłeś z Perrie?" i inne takie bezsensowne.Kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć do katedry,zajęliśmy swoje miejsca i ksiądz rozpoczął.
Gdy część kościelna się skończyłam pojechaliśmy na obiad do zamku pod Londynem.Wesele jak wesele.Mnóstwo ciotek,których nie pamiętasz,ale one ciebie tak,obiad,toasty i takie inne główna,które nikogo nie obchodzą.Siedziałam przy stoliku gdy ojciec do mnie podszedł.
-Cześć,córciu.Zatańczysz?-spytał,a mi robiło się nie dobrze od jego przymilania się.
-Jasne,Ben.-odpowiedziałam,akurat jak na złość kapela zaczęła grać nastrojową,powolną melodie.
-Wiesz Pezzi,że nareszcie poszłaś po rozum do głowy i postanowiłaś zgodzić się z kontraktem.
-Ja się na nic nie zgadzałam.Gdyby nie to,że ty i Modest zniszczyli byście mi życie nie było by mnie tu.Prawdopodobnie siedziała bym teraz i oglądała film z mamą i Tomem.-odpowiadam wściekła.
malia tate  | Tumblr-Oj przestań.Wiem,że podoba ci Zayn,ale jesteś zbyt głupia by mu zaufać i się mu poddać tak samo jak twoja matka.A poza tym próbujesz znaleźć sobie chłopaka,lecz każdy ma cie w dupie.-mówi głosem pełnym jadu a mi przechodzą ciarki.-Jeden twój chłopak wolał się zabić niż spędzić z tobą resztę życia,a Luke którego myślałaś,że poderwałaś na Fidżi ma dziewczynę,ale ty jesteś naiwna.I jeszcze uwierzyłaś,że ten szczeniak Gilbert żyje i pisze do ciebie smsy.-mówi,a ja zamieram.