środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 25



-Perrie,obudź się.-słyszę z krainy snów irytujący głosik.-Pezz,wstawaj już 11.-mruczę coś w stylu by dali mi spokój i obracam się na drugi bok.-Dobra sama tego chciałaś.-mówi Jess i wychodzi z mojego pokoju.Ha wygrałam.Odpływam z powrotem do krainy morfeusza gdy czuję wodę,która na mnie leci.
-Jessica,zwariowałaś?-pytam wściekła-Przecież zaraz bym wstała.
-Ta,ja znam te twoje zaraz.Szykuj się za 20 minut idziemy na plaże.-mówi i wychodzi,powoli się podnoszę i idę do łazienki się przebrać w kostium.No tak zapomniałam wspomnieć,jestem na Fidżi z Jess,Austinem,Jaiem,Cat,Lukiem i Demi.Od imprezy minął tydzień.Muszę przyznać,że od tamtego czasu nie dostałam żadnej wiadomości od tajemniczego L.
***impreza***
Tańczyłam z Lukiem,kiedy przy drzwiach na taras minęła mi osoba podobna do mojego byłego.Oderwałam się od chłopaka.
-Przepraszam,muszę iść.-poszłam w stronę tarasu,kiedy wyszłam na dwór okazało się,że jest tam sporo osób.Zaczęłam się rozglądać,kiedy nagle zawibrował mój telefon "Ślicznie wyglądasz,jestem przy czwartym leżaku od drzwi.L" Po przeczytaniu poszłam do czwartego leżaka,ale zamiast osoby znalazłam kartkę.Otworzyłam kartkę,a tam zobaczyłam moje zdjęcie,które Luke kiedyś mi zrobił na jednej z imprez z podpisem na dole dopisanym markerem."NA ZAWSZE".Przestraszyłam się,wróciłam do środka i poszłam do baru.Chyba musiałam dużo wypić,bo urwał mi się film i niczego nie pamiętam.Następnego dnia gdy się obudziłam okazało się,że nie jestem u siebie w pokoju na dodatek leżałam tylko w bieliźnie.Szybko wstałam,czego zaraz pożałowałam,bo zakręciłam mi się w głowie,rozejrzałam się i na fotelu w rogu znalazłam swoje ubrania,podeszłam do nich by się ubrać.
-O widzę,że księżniczka już wstała.-usłyszałam głos,którego już nigdy nie chciałam słyszeć,gdy zakładałam spódnicę.-Już idziesz?-zapytał,a ja olałam jego pytanie szukając bluzki.-Jakoś w nocy byłaś bardziej wygadana.-kiedy znalazłam to czego szukałam,ubrałam się wzięłam torebkę i chciałam wyjść,lecz Zayn mi to utrudniał opierając się o futrynę.
-Przesuń się.-powiedziałam.
-O proszę księżniczka umie mówić.Myślałem,że straciłaś po tym jak krzyczałaś moje...
-Zamknij się i mnie przepuść.-zaczęłam się pchać by przejść,kiedy mi się udało szybko pobiegłam do drzwi by móc stamtąd jak najszybciej wyjść.
***koniec retrospekcji*** 
Do dziś się zastanawiam czy między nami coś się wydarzyło czy on kłamał.Dobra koniec Perrie.Jesteś na Fidżi,nie marnuj tych wspaniałych wakacji i nie siedź w łazience.Kiedy zeszłam na dół w jadalni wszyscy już siedzieli i jedli śniadanie.
-Myśleliśmy,że już nie zejdziesz,a Jess znów chciała cię oblać.-powiedział Austin gdy mnie zobaczył.
-Przepraszam zasiedziałam się.-odpowiedziałam i poszłam nałożyć sobie jedzenie.Wybrałam naleśniki z sosem klonowym i sok pomarańczowy.Wróciłam do stolika i usiadłam koło Demi i Jaia,który swoją drogą chyba polubił Cat z wzajemnością.Gdy zjedliśmy,poszliśmy do pokoi przebrać się na plaże.Ja dzieliłam pokój z Demi i Cat,Jess z Austinem i bliźniacy razem.Po trzydziestu minutach byliśmy na plaży,rozłożyliśmy ręczniki.Jess,Austin,Cat,Jai i Luke poszli do wody,a my z Demi zostałyśmy.
-Gdzie idziesz na studia?-spytał Demi.
-Wysłałam papiery do Yale i Columbi,a ty?
-Dostałam stypendium w Juilliardzie,ale nie wiem czy chce tam iść.
-Dems,dlaczego?Wiesz ile osób marzy by tam pójść,a oni ci dają jeszcze stypendium.Po prostu żyć,a nie umierać.
-Ale to jest aż za oceanem,a nie chcę zostawiać tu Joego.
-Jak kocha to poczeka.-powiedziałam i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra,idziemy do nich?
-Ok,a może pójdziemy poserfować?
-Ale ja nie umiem.
- Pezz,ja też,ale po co są instruktorzy.
-Ok,chodź zapytamy resztę.-powiedziałam i weszłyśmy do wody.Oczywiście gdy chłopaki nas zobaczyli,że przyzwyczajamy się do temperatury wody od razu do nas podbiegli.
-O Pezzi,kochanie chodź tu do mnie na przytulaska.-krzyczał Luke i biegł do mnie.
-Nie,spadaj.-zaczęłam uciekać-Jeśli mnie zmoczysz,obiecuję zabiję cię.
-Nie zrobisz tego,zbyt mocno mnie kochasz.-powiedział i wziął mnie na ręce i wszedł do wody.

~The Last Song~
-Luke,błagam puść mnie.-zaczęłam piszczeć.-Zrobię wszystko,ale zostaw mnie.-prosiłam.
-Dobrze,ale chcę,żebyś skoczyła ze mną z najwyższego klifu na tej wyspie.-powiedział,a na jego twarz wkradł się złośliwy uśmiech.
-Nie ma mowy,dobrze wiesz,że mam lęk wysokości.
-Ale to jest mój warunek inaczej ci puszczę.
-Dobra,zrobię to.Przysięgam,ale mnie puść.-zanim się zorientowałam byłam pod wodą,ze złości pociągnęłam tego debila za mną.Otworzyłam pod wodą oczy i zauważyłam,że chłopak się na mnie patrzy i w tym momencie poczułam nie wyobrażalną chęć pocałowania go.Nie myśląc za wiele zrobiłam to.
 
Gdy wypłynęliśmy reszta grała w piłkę i nawet nie zwróciła na nas uwagi.
-Luke,ja przepraszam.
-Perrie nic się nie stało.
-Ale,nie chcę by coś się między nami popsuło jako przyjaciółmi.
-Nie martw się.-odpowiedział,pocałował mnie w policzek i poszedł do reszty grać.Gdy wyszliśmy z wody,położyliśmy się na ręcznikach mój telefon zabrzęczał.
"Ładnie to się tak całować z moim przyjaciele?Ja cię kocham,a ty łamiesz mi serce.Chyba gustujesz w Lukach,ale nie martw się niedługo tego pożałujesz.Twój na zawsze L"
Zaczęłam się nerwowo rozglądać i nagle zobaczyłam...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 24

Piszczałam,a Jai nic sobie z tego nie robił.Czy on chce nas zabić?Przed nami znajduje się urwisko.Już rozumiem dlaczego ta droga jest oficjalnie zamknięta.
-Jai,błagam zatrzymaj się!Jai!-krzyczałam,a ten kretyn przyspieszał,nawet nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy.Kiedy byliśmy może 50 metrów przed urwiskiem,Jai nacisnął hamulec i stanęliśmy.-Debilu mogłeś nas zabić.Dlaczego to zrobiłeś?I po co tu przyjechaliśmy?
-Nie zabiłby nas,Pezz spokojnie to był tylko żart.-powiedział i przytulił mnie na przeprosiny.-A jesteśmy tu by pokibicować Lukowi.-i zaczął prowadzić mnie w stronę pobocza,gdzie znajdowały się schody.Nie pytam kto je tam zrobił.
-A w czym on bierze udział?
-Będzie się ścigał.-odpowiedział,a moje serce przestało pracować.Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.Głośna muzyka,pijani ludzie,głos z megafonu,warkot motorów,a potem zapach dymu i głos pogotowia,że im przykro,ale nic nie da się zrobić.
-W porządku?-pyta Jai,przywracając mnie do rzeczywistości.
-Ta,jasne.-odpowiadam i wchodzimy na dużą polanę,chłopak rozgląda się pewnie w poszukiwaniu brata,a ja idę za nim,jednocześnie próbuje ominąć wszystkich pijanych gości.
-"Zapraszamy wszystkich zawodników"-mówi głos z głośnika,Jai łapie mnie za rękę i ciągnie do miejsca startu.-"Trzy,dwa,jeden,start!"-i wszyscy ruszają,a ja próbuję wypatrzeć Luka.Widzę go.Chłopak wysuwa się na prowadzenie.Gdy zawodnicy wracają Luke jest na prowadzeniu,kiedy przejeżdża przez linie mety,czuję ulgę.
   
Nawet nie zdawałam sobie sprawy,że przez cały wyścig zaciskałam nerwowo dłonie.Luke zatrzymał się,a Jai podbieg do niego i całuje go w policzek,na co zaczynam się śmiać.
-Kocham cię,bracie.-dla niektórych mogło by się to wydawać dziwne,ale według mnie to słodkie.
Podchodzę do nich,a oni są tak zajęci rozmową,że nawet mnie nie zauważają.
-Gratuluję.-mówię,a oni dopiero teraz mnie zauważają.
-O cześć,dzięki.-uśmiecha się do mnie.-Widzę,że mój brat przyprowadził swoją dziewczynę.
-O widzę,że mała,biedna Perrie znalazła sobie już pocieszenie.-słyszę głos Zayna.
-Co ty tu robisz?-syczę przez zaciśnięte zęby,bo cały czas czuję do niego złość za to,że mnie wykorzystał.
-Przyszedłem na wyścigi,a gdy ci zobaczyłem stwierdziłem,że może masz ochotę dokończyć to co zaczęliśmy na imprezie u Leai.-mówi,a we mnie zaczyna się buzować.
 C. Accola | via Tumblr
-Jasne,z wielką chęcią,ale jest jeden malutki problem ty masz dziewczynę,więc może z nią sobie dokończy kretynie.-mówię i odwracam się do bliźniaków.-Jai odwiedziesz mnie do domu.
-Jasne,chodź.-odpowiada i kiwa na pożegnanie do Luka.
-Do zobaczenia,Perrie.-krzyczy Zayn,a ja pokazuję mu środkowy palec.Wsiadamy do auta i przez całą drogę w aucie panuje cisza.Żegnam się z chłopakiem i wchodzę do domu i od razu kieruję się do łazienki.Biorę prysznic i zaczynam się szykować na imprezę,bo została mi niecała godzina do wyjścia.Maluję się,włosy postanawiam zostawić rozpuszczone,ubieram się i wychodzę z łazienki.
Wychodzę z domu,wsiadam do samochodu i jadę po Jess.Mama pojechała na festiwal filmowy do Cannes,robić reportaże i ma jej nie być jeszcze przez 4 dni.Z ojcem nie gadałam od dwóch miesięcy,z tego co się orientuję to jego nowa laska jest w ciąży i razem planują się przeprowadzić do Los Angeles.
-Hej Pezzi.-mówi Jess kiedy wsiada.
-Hej.-odpowiadam i ruszam.-Nie zgadniesz kogo dziś spotkałam.-dostaję smsa.-Odczytasz?-pytam.
-Jasne.A kogo spotkałaś?
-Zayna.
-O cholera.-mówi Jess.
-Wiem mi też się ten fakt nie podoba.
-Nie o to mi chodzi.Posłuchaj."Dziś się spotkamy.Czekaj na mnie nad basenem o 23.15.Kocham L."
-No nie,a już myślałam,że dał sobie spokój.-mówię i wysiadam.
-Masz zamiar się z nim spotkać?Proszę.
-Chyba tak.W końcu poznam prawdę.-odpowiadam i sprawdzam godzinę na telefonie.22:30.Ok zostało mi 45 min.Wchodzimy do środka.Idę do kuchni po drinka,po drodze mijam osoby w różnym stanie,nie które są trzeźwe,a inne ledwo trzymają się na nogach.Jak oni to robią,impreza się dopiero zaczęła?W kuchni spotykam Santanę.Zaczęłyśmy rozmawiać,kiedy sprawdzam jest 23.09.Przepraszam ją i idę w kierunku basenu.
-Hej Pezzie,zatańczysz?-pyta nagle Luke,waham się przez chwilę,ale postanawiam to zrobić,bo mam jeszcze trochę czas,a jeden taniec mnie nie zbawi.
-Jasne-odpowiadam,kiedy to mówię piosenka zmienia się na wolną.Kładę ręce na jego kark,a on na moje biodra.Muszę przyznać,że chłopak używa bardzo ładnych perfum.Kołyszemy się w rytm muzyki,a ja cały czas staram się obserwować wejście na taras.Nagle drzwi się uchylają i staje w nich...
Love

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 23

Przecież ten motor należy do Luka,ale to niemożliwe przecież widziałam jak płoną.Czy ja mam jakieś omamy?Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i potrząsa.
-Co?-pytam,nie odrywając wzroku od pojazdu.
-Strasznie zbladłaś.Coś się stało?-spytał Austin.
-Tak,znaczy nie,znaczy nie wiem.Boże Austin widzisz ten motor?Przecież on należy do...
-Do Luka.-odpowiada Jai,a ja jestem w szoku.
-A ty skąd wiesz przecież nie masz prawa go znać?On zginął zanim się tu pojawiłeś.-zaczynam krzyczeć,choć sama nie rozumiem dlaczego,przecież on nic nie zrobił.
-Nie Luke żyje.Chodź udowodnię ci to.-mówi i ciągnie mnie w stronę zaparkowanego ścigacza.Gdy podchodzimy osoba stoi do nas tyłem,wciąż w kasku.Zaczynam się denerwować,bo jeśli to naprawdę jest Luke to na kogo pogrzebie byłam i po kim miałam żałobę.-Siema Luke.-mówi Jai,a chłopak się odwraca i zdejmuje kask,a ja jestem w szoku.-Perrie poznaj mojego brzydkiego bliźniaka Luka.
-Cioto jesteśmy tacy sami.-mówi Luke.-Hej,jestem Luke,a ty pewnie Perrie,o której mój brat cały czas nawija.-mówi na co dostaję kuksańca od Jaia,a ja mam ochotę zapaść się pod ziemie jak mogłam myśleć,że to będzie ten Luke,mój Luke.
 
-Miło cię poznać.-odpowiadam.-Skąd masz ten motor?-pytam,bo moja ciekawość nie daje mi spokoju.
-Yyy...od kumpla.A co?
-A nic takiego pewnie to przypadek,ale mój chłopak miał taki sam.Tylko jego spłonął.
-No pewnie.-mówi Jai.-A teraz stary po co tu przyjechałeś?-zwraca się do Luka.
-Przyjechałem ci powiedzieć,że dziś są wyścigi.A poza tym chciałem poznać laskę,w której się zakochałeś o imieniu Perrie.
-Oj zamknij się przecież ci mówiłem,że ona jest tylko przyjaciółką.
-Idę poszukać Jess.-mówię i odchodzę.-A Luke miło było cię poznać.Pa.-idąc w stronę szkoły słyszę jak Jai krzyczy na Luka.Muszę przyznać,że już go lubię.Idę na boisko gdzie odbywa się zakończenie.Znajduję Jess i Austina,którzy zajęli mi miejsce.Po 5 minutach dyrektor Hale,zaczyna swoją gadaninę,a następnie wyczytuje wszystkich maturzystów.Każdy mówi parę słów i schodzi.
-Perrie Edwards.-wstaję i wchodzę na scenę.-Gratuluję.-dyrektor wręcza mi świadectwo.
-Dziękuję.-mówię w stronę dyrektora Hale-Cześć wszystkim.Chciałabym wszystkim wam pogratulować.Dla nas wszystkich było to trudny rok:mnóstwo nauki,wybieranie uczelni,stres związany z egzaminami.Teraz możemy już odetchnąć.Za parę chwil opuścimy mury tej szkoły i rozejdziemy się w różne strony.Mam nadzieje,że każdy z nas zapamięta licealny czas jako coś dobrego,jako rzecz,która była jak sen.Pomimo tego całego stresu,czasami paru jedynek To tu zawiązywaliśmy przyjaźnie,zaczęliśmy rozumieć co to prawdziwa miłość i jakie rzeczy powinny być dla nas ważne.Dziękuję.-gdy skończyła,zeszłam ze sceny i wróciłam na miejsce.Zakończenie trwało jeszcze jakieś 30 minut.Po uroczystości wszyscy stali i żegnali się i robili sobie ostatnie zdjęcia przed budynkiem.
-Perrie.-usłyszałam kiedy rozmawiałam z Jade,Jess i Leigh-Ann,odwróciłam się i ujrzałam Santanę.-Możemy pogadać.
-Jasne.
-Perrie ja chciałam cię przeprosić.-zaczęła,a mnie zszokowało.-Zachowywałam się jak skończona idiotka,ale to dlatego,że zanim Luke cie poznał był moim przyjacielem,a kiedy się pojawiłaś zaczął mnie olewać i to ty stałaś się jego numerem jeden.Jednym słowem można powiedzieć,że byłam zazdrosna za co cię najmocniej przepraszam..
-Och Santana,ja nie wiedziałam,że wy się przyjaźniliście.Ja też przepraszam.Można powiedzieć,że zabrałam ci przyjaciela i za te wszystkie plotki,które o tobie rozpowiadałam.-powiedziałam,a Santana mnie przytuliła.  
SHE
-Dziękuję,nie myślałam,że będziesz chciała ze mną gadać,a tym bardziej mi wybaczysz.
-No widzisz cuda się zdarzają.-powiedziałam i obje wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra ja już muszę jechać do domu,ale widzimy się na imprezie u Chucka?
-Tak,jasne.Do zobaczenia.-powiedziała,a ja poszłam do samochodu Jaia wcześniej żegnając się z Jess i Austinem.Gdy wsiadłam chłopak włączył silnik i ruszył.
-Czy ja dobrze widziałem,że ty i królowa lodu się przytulałyście?
-Tak podeszła do mnie i mnie przeprosiła,i teraz jest już wszystko ok.
-Wow dziwne.
-Co nie?No ale to dobrze bo nie chciałam kończyć szkoły z nie wyjaśnionymi sprawami..
-Dobra ok.To gdzie teraz jechać?-spytał.
-Do domu.Musze się przygotować na imprezę.
-Ok,no to kierunek dom.-jechaliśmy przez las,bo Jai stwierdził,że muszę zobaczyć jakieś graffiti na obrzeżach Londynu.
-Jai uważaj!- krzyknęłam,a potem...