czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 23

Przecież ten motor należy do Luka,ale to niemożliwe przecież widziałam jak płoną.Czy ja mam jakieś omamy?Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i potrząsa.
-Co?-pytam,nie odrywając wzroku od pojazdu.
-Strasznie zbladłaś.Coś się stało?-spytał Austin.
-Tak,znaczy nie,znaczy nie wiem.Boże Austin widzisz ten motor?Przecież on należy do...
-Do Luka.-odpowiada Jai,a ja jestem w szoku.
-A ty skąd wiesz przecież nie masz prawa go znać?On zginął zanim się tu pojawiłeś.-zaczynam krzyczeć,choć sama nie rozumiem dlaczego,przecież on nic nie zrobił.
-Nie Luke żyje.Chodź udowodnię ci to.-mówi i ciągnie mnie w stronę zaparkowanego ścigacza.Gdy podchodzimy osoba stoi do nas tyłem,wciąż w kasku.Zaczynam się denerwować,bo jeśli to naprawdę jest Luke to na kogo pogrzebie byłam i po kim miałam żałobę.-Siema Luke.-mówi Jai,a chłopak się odwraca i zdejmuje kask,a ja jestem w szoku.-Perrie poznaj mojego brzydkiego bliźniaka Luka.
-Cioto jesteśmy tacy sami.-mówi Luke.-Hej,jestem Luke,a ty pewnie Perrie,o której mój brat cały czas nawija.-mówi na co dostaję kuksańca od Jaia,a ja mam ochotę zapaść się pod ziemie jak mogłam myśleć,że to będzie ten Luke,mój Luke.
 
-Miło cię poznać.-odpowiadam.-Skąd masz ten motor?-pytam,bo moja ciekawość nie daje mi spokoju.
-Yyy...od kumpla.A co?
-A nic takiego pewnie to przypadek,ale mój chłopak miał taki sam.Tylko jego spłonął.
-No pewnie.-mówi Jai.-A teraz stary po co tu przyjechałeś?-zwraca się do Luka.
-Przyjechałem ci powiedzieć,że dziś są wyścigi.A poza tym chciałem poznać laskę,w której się zakochałeś o imieniu Perrie.
-Oj zamknij się przecież ci mówiłem,że ona jest tylko przyjaciółką.
-Idę poszukać Jess.-mówię i odchodzę.-A Luke miło było cię poznać.Pa.-idąc w stronę szkoły słyszę jak Jai krzyczy na Luka.Muszę przyznać,że już go lubię.Idę na boisko gdzie odbywa się zakończenie.Znajduję Jess i Austina,którzy zajęli mi miejsce.Po 5 minutach dyrektor Hale,zaczyna swoją gadaninę,a następnie wyczytuje wszystkich maturzystów.Każdy mówi parę słów i schodzi.
-Perrie Edwards.-wstaję i wchodzę na scenę.-Gratuluję.-dyrektor wręcza mi świadectwo.
-Dziękuję.-mówię w stronę dyrektora Hale-Cześć wszystkim.Chciałabym wszystkim wam pogratulować.Dla nas wszystkich było to trudny rok:mnóstwo nauki,wybieranie uczelni,stres związany z egzaminami.Teraz możemy już odetchnąć.Za parę chwil opuścimy mury tej szkoły i rozejdziemy się w różne strony.Mam nadzieje,że każdy z nas zapamięta licealny czas jako coś dobrego,jako rzecz,która była jak sen.Pomimo tego całego stresu,czasami paru jedynek To tu zawiązywaliśmy przyjaźnie,zaczęliśmy rozumieć co to prawdziwa miłość i jakie rzeczy powinny być dla nas ważne.Dziękuję.-gdy skończyła,zeszłam ze sceny i wróciłam na miejsce.Zakończenie trwało jeszcze jakieś 30 minut.Po uroczystości wszyscy stali i żegnali się i robili sobie ostatnie zdjęcia przed budynkiem.
-Perrie.-usłyszałam kiedy rozmawiałam z Jade,Jess i Leigh-Ann,odwróciłam się i ujrzałam Santanę.-Możemy pogadać.
-Jasne.
-Perrie ja chciałam cię przeprosić.-zaczęła,a mnie zszokowało.-Zachowywałam się jak skończona idiotka,ale to dlatego,że zanim Luke cie poznał był moim przyjacielem,a kiedy się pojawiłaś zaczął mnie olewać i to ty stałaś się jego numerem jeden.Jednym słowem można powiedzieć,że byłam zazdrosna za co cię najmocniej przepraszam..
-Och Santana,ja nie wiedziałam,że wy się przyjaźniliście.Ja też przepraszam.Można powiedzieć,że zabrałam ci przyjaciela i za te wszystkie plotki,które o tobie rozpowiadałam.-powiedziałam,a Santana mnie przytuliła.  
SHE
-Dziękuję,nie myślałam,że będziesz chciała ze mną gadać,a tym bardziej mi wybaczysz.
-No widzisz cuda się zdarzają.-powiedziałam i obje wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra ja już muszę jechać do domu,ale widzimy się na imprezie u Chucka?
-Tak,jasne.Do zobaczenia.-powiedziała,a ja poszłam do samochodu Jaia wcześniej żegnając się z Jess i Austinem.Gdy wsiadłam chłopak włączył silnik i ruszył.
-Czy ja dobrze widziałem,że ty i królowa lodu się przytulałyście?
-Tak podeszła do mnie i mnie przeprosiła,i teraz jest już wszystko ok.
-Wow dziwne.
-Co nie?No ale to dobrze bo nie chciałam kończyć szkoły z nie wyjaśnionymi sprawami..
-Dobra ok.To gdzie teraz jechać?-spytał.
-Do domu.Musze się przygotować na imprezę.
-Ok,no to kierunek dom.-jechaliśmy przez las,bo Jai stwierdził,że muszę zobaczyć jakieś graffiti na obrzeżach Londynu.
-Jai uważaj!- krzyknęłam,a potem...
       

1 komentarz:

  1. Jak można. Ja się pytam jak można skończyć w takim momencie?! Rozdział oczywiście jak zawsze rewelacyjny i zaskakujący :-) Ja też zaczynałam myśleć że to Luke. Nie spodziewałam się, że pogodzi się z Santana. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń