-Matty co ty robisz?!My jesteśmy tylko przyjaciółmi!-krzyknęłam i próbowałam odejść od ściany,do której byłam cały czas przyciśnięta,ale on nadal mocno mnie trzymał.
-Oj przyznaj się Pezzi,podobało ci się?A nawet lepiej pragniesz mnie.-powiedział,a na jego usta wkradł się chytry uśmieszek i chciał mnie jeszcze raz pocałować,ale walnęłam go z liścia.

-Nie,nie podobało mi się,a teraz się odsuń,ale zaraz wracam do Londynu do mojego chłopaka.-powiedziałam i jak najszybciej poszłam do samochodu.Po dwudziestu minutach podjechałam pod dom babci.
-Cześć,wróciłam.-krzyknęłam.
-Jesteśmy w salonie.-odpowiedziała mi babcia.Kiedy tam weszłam zobaczyłam,że mama z babcią oglądają zdjęcia.-I jak dogadałaś się z Mattym?-spytała.
-Ta,chyba tak.-powiedziałam,nie chciałam o tym wszystkim im opowiadać.
-Przeprosił cię?-drążyła dalej babcia
-Tak,ale nie chcę o tym rozmawiać.-odpowiedziałam i spojrzałam na mamę.-O której wyjeżdżamy?
-Nie wiem,ja jestem gotowa i czekałam na ciebie.
-Ah,ja muszę jeszcze dopakować rzeczy.I możemy jechać.-poszłam na górę do sypialni.Wrzuciłam szybko do walizki ciuch,zapięłam torbę i zeszłam z nią na dół.-Gotowa.-oznajmiłam,mama się podniosła i poszła po swoją walizkę.Podeszła do mnie babcia.
-Nie pogodziłaś się z Mattym?-bardziej stwierdziła niż spytała.
-Nie,ale skąd wiedziałaś?
-Znam cię i wiem kiedy coś jest nie tak.Zawsze jesteś wesoła po spotkaniu z Mattym.Więc co się stało?
-On mnie pocałował,a kiedy go odepchnęłam zaczął mówić jakieś dziwne rzeczy że mi się to podobało.-opowiedziałam.
-Kochanie nie martw się on w końcu zrozumie,że źle zrobił.
-Nie ważne już mnie on nie obchodzi.-powiedziała i w tym momencie zeszła mama.
-Możemy jechać.-wyszliśmy na dwór,a Arnold włożył nasze bagaże do bagażnika.-To pa Lily.-powiedziała mama i przytuliła się do babci.
-Pa.-kiedy mama odeszła,ja wpadłam w jej ramiona.-Pamiętaj Pezzy gdybyś miała jakiś problem możesz do mnie zadzwonić o każdej porze dnia i nocy,-powiedział.
-Dzięki babciu,będę tęsknić.-odpowiedziałam i pocałowałam ją w policzek.Oderwałam się od niej i poszłam do Arnolda.-Pa,Arnold.Dbaj o babcię.
-Oczywiście,zawsze dbam.Pa Perrie.-wsiadłam do samochodu,mama ruszyła,a ja ostatni raz pomachałam babci i Arnoldowi.
W Londynie byłyśmy o 23.Poszłam się umyć i spać,ponieważ od jutra wracam do szkoły.Następnego ranka obudziłam się o 6 i już nie mogłam usnąć.Przez następne pół godziny leżałam tępo patrząc się w sufit.Kiedy zegarek pokazywał 6.35 podniosła się i poszłam pod prysznic.Zrobiłam sobie koka,umalowałam się i ubrałam.
Wyszłam z łazienki,spakowałam książki i poszłam zjeść śniadanie.Zrobiłam sobie płatki z mlekiem.Gdy zjadłam włożyłam talerz do zmywarki i pojechałam do szkoły.Zaparkowałam i poszłam do Jess,Cat i Demi.
-Hej.-powiedziałam,a wszystkie się na mnie rzucił.
-Tęskniłyśmy.-usiadłam,a one zaczęły mi opowiadać co się działo kiedy mnie nie było.Nagle zauważyłam Santanę ze swoją świtą.
-Och Perrie tak dawno cię nie widziałam.Gdzie byłaś?Udał się zabieg?-spytała z wrednym uśmieszkiem.
-Santana hej.Oczywiście,że się udał przecież tak to bym nie tu nie było.I tak najpierw byłam w Szwajcarii,a potem z moim chłopakiem Zaynem Malikiem byłam na tygodniu mody w Paryżu.-odpowiedziałam specjalnie zaznaczyłam kto jest moim chłopakiem,bo jest on San ulubieńcem.
-On nie jest twój.-powiedziała oburzona.-On chodzi z Leą.
-Chyba kochanie nie przeglądałaś ostatni internetu,Zayn oficjalnie to potwierdził.-powiedziałam,a o na otworzyła szeroko buzię ze zdziwienia.-Uważaj bo ci mucha wpadnie.-i odeszłyśmy.Szłyśmy do szkoły kiedy na parking podjechało Porshe,a wysiadło z niego...