środa, 23 grudnia 2015

Rozdział 33



Razem z Jaiem przez park idzie... UWAGA fanfary proszę ... Luke i Kiana.Mam ochotę uciec stamtąd,ale się powstrzymuje.Wyszło by głupio,a poza tym nie żałuje tego co zrobiłam,a jak bym zwiało wydawało by się przeciwnie.Ostatecznie postanawiam,że udam że ich nie widzę i posiedzę na pomoście dłużej.Zamykam oczy i wyłączam się,nie trwa to długo,bo czuje jak ktoś siada obok mnie,zerkam ukradkiem i okazuje się,że to Kiana.Szczerze to bardziej obstawiała bym Luka,a nie ją.
-Dlaczego?-pyta Kiana po paru minutach ciszy.Chyba żadna z nas nie wiedziała jak się w tej sytuacji zachować.
-Bo uważałam,że powinnaś wiedzieć.-odpowiadam jak najbardziej ogólnikowo.
-Perrie,daj spokój.Nie pytam dlaczego to powiedziałaś,ale dlaczego to zrobiłaś z Lukiem?Większość ludzi w sieci jedzie na ciebie i mają cie za dziwkę,ale ja uważam,że to nie prawda jesteś twarda,odważna i pewna siebie,ale wiem że w środku jesteś cichą,zranioną dziewczynką.-i tu mnie zatyka.Myślałam,że Kiana na mnie na wrzeszczy,zwyzywa,a ona jest taka spokojna i jeszcze mnie broni.
-To ty jeszcze nie rozmawiałaś o tym z Lukiem?-pytam nieśmiało.
-Rozmawiałam,ale chcę poznać twoje zdanie w tej sprawie,bo uważam,że tak będzie sprawiedliwie.
-My...ja... nie wiedziałam,że Luke ma dziewczynę kiedy to się stało.On był taki miły.Ja pokłóciłam się z ojcem ,zwyzywał mnie.Luke mnie pocieszał,a w tamtej chwili potrzebowałam czyjejś bliskości.I tak wyszło,ale Kiana ja naprawdę nie wiedziałam,że wy jesteście razem.Byłam w szoku gdy cie poznałam,a on prosił bym ci nie mówiła,bo nie chciał cie zranić.
-A jednak nie kłamał.-Kiana mówi bardziej do siebie chyba niż do mnie.-Mam pomysł.Czy możemy o tym co się stało i dalej się przyjaźnić.Wiem,że Lukey będzie się irytował,ale ja cie lubię i nie chce tego kończyć.
grafika glee, naya rivera, and santana lopez
-Jasne z chęcią.-odpowiadam a dziewczyna piszczy i mnie przytula.-Ale musisz wiedzieć,że mam okropny charakter.-mówię udając poważna,a Kiana wybucha śmiechem.Przerywa nam mój telefon.-Przepraszam na chwilę muszę odebrać.
Ja:Halo.
Zayn:Cześć Perrie,tu Zayn.Słuchaj bo jest sprawa...tak się zastanawiam,jeśli masz plany to zrozumiem,ale czy nie poszła byś ze mną dziś na BRIT Award?Wiem że późno dzwonię ale chciał bym żebyś tam ze mną była,bo mamy parę nominacji i było by mi raźniej.
P:A na którą miała bym być gotowa?
Z:Tak o 19 byśmy pod ciebie przyjechali.Ale jak nie chcesz to rozumiem.
P:Zayn z wielką chęcią pójdę ja już muszę kończyć,a i nie stresuj się tak to tylko ja.-rozłączam się.

      Zayn
Muszę przyznać,że strasznie się denerwowałem w końcu do gali zostało tak mało czasu,a wiem jakie są dziewczyny,a poza tym ona jest taka dobra,a ja kompletnym dupkiem,ale muszę przyznać,że chyba lubię ją bardziej niż inne laski.
-I co zgodziła się?-pyta się Harry,cały zespół siedzi u mnie w salonie i oczekuje mojej odpowiedzi.Chłopaki ją polubili,wiedzą że musimy udawać związek,ale twierdzą,że jest w porządku i jak to Louis określił,że w udawaniu łatwo się zatracić i możemy to zacząć brać na poważnie.
-No zgodziła się.-mówię,a uśmiech sam wkrada mi się na usta.
-No to świetnie,ale jeśli chcesz zdążyć to musimy się szykować.-mówi Liam patrząc na zegarek.Idziemy się szykować,ale jak to my musimy się wydurniać i wszystko przedłużać.
-A z kim idziesz?-pyta Lou,nasza fryzjerka kiedy układa mi włosy
-Z Perrie.-odpowiadam.
-Czekaj to blond laska,z którą byłeś parę miesięcy temu?
-Tak to ona.-odpowiadam dumnie.
-Oh musisz mnie z nią poznać,wygląda na taką miłą,szczerą i przyjacielską.
-Jasne Lou niedługo ją poznasz.-puszczam jej oczko.Wszyscy ubrani w garnitury wsiadamy do limuzyny,a towarzyszą nam Eleanor,Danielle,Amelia i Kim.Jedziemy po Perrie,gdy jesteśmy pod jej domem wysiadam i idę po nią.Dzwonię dzwonkiem,a za chwilę otwiera mama Perrie.
-Dzień dobry.-mówię
-Dzien dobry Zayn.Już ją wołam.Pezzi!!-krzyczy,a po chwili ze schodów schodzi anioł.
A mi aż zapiera dech,ale staram się tego nie pokazywać .
-Hej Zayn.-mówi dziewczyna
-Cześć,idziemy?
-Jasne,pa mamo.
-Do widzenia.
-Do widzenia dzieci.Bawcie się dobrze.-odpowiada pani Edwards.Wychodzimy i wsiadam do limuzyny.Po 20 minutach podjeżdżamy pod miejsce gali.
-A więc tak najpierw wysiada Liam z Danielle,po nich Louis z Eleanor,Niall z Ami,Harry i Kim,a na koniec Zayn i Perrie.-mówi Paul nasz menadżer.Chłopaki po kolei wychodzą z samochodu.Gdy zostajemy sami,wysiadam a potem pomagam Pezzi.Muszę przyznać,że chyba zrobiliśmy największą furorę. Udzielam parę wywiadów,a ona stoi cicho lekko speszona całym tym zamieszaniem,potem wołają mnie abyśmy zrobili sobie zdjecię grupowe całego zespołu.Zostawiam Perrie i znów wchodzę na ściankę,gdy kończymy łapie ją za rękę i chcę wejść do sali gdy reporterzy proszą o to by Pezz wyszła do nich.
-Mogę?-pyta cicho.
-Jasne idź a ja już wejdę spotkamy się w środku.-mówię i uśmiecham się do niej by dodać otuch. Wychodzi,a ja nie mogę się ruszyć tylko stoję i ją obserwuję.Na początku jest zawstydzona,ale po chwili wygląda jak ryba w wodzie.
grafika beautiful, zendaya, and cute
Boże ja się chyba zakochałem tylko gdyby ona czuła to samo.Teraz zaczynam czuć wyrzuty sumienia dlaczego ja ją wcześniej mogłem tak potraktować przecież ona niczemu nie zawiniła.Z rozmyślań wyrywa mnie Pezz,która do mnie podchodzi widzę,że chce coś powiedzieć,ale nie wiele myśląc wpijam się w jej ustach z nadzieją,że mnie nie odepchnie.
grafika black&white, couple, and gif 



*********************************************
Ta dam spodziewał się ktoś?
Dziś trochę inaczej chciałam,żebyście poznali myśli Zayna.





poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 32

Wchodzę do domu i od razu idę do salonu gdzie znajduję mamę.
-Hej,mamo.-mówię i całuję ją w policzek.-Gdzie jest Tom?-pytam.
-Musiał pojechać do kancelarii.
-I jak miło spędziłaś wieczór?
-Tak było wspaniale.Muszę przyznać,że miedzy mną i Tomem tworzy się coś prawdziwego.No,ale nie ważne.Opowiadaj jak było na weselu?Chyba się udało jak dopiero teraz wróciłaś.-mówi uśmiechając się,ale wiem że w środku jeszcze się pozbierała do końca.
-Szczerze to wesele było beznadziejne.Ojciec to największy kretyn na świecie,a kiedy zmusił mnie bym z nim zatańczyła zaczął mi opowiadać jaka to jestem beznadziejna.-nie mówię mamie o tej sprawie z anonimem,bo wiem,że by się tylko przez to nie potrzebnie denerwowała-Potem pogodziłam się z Zaynem i skończyło się na tym,że poszliśmy do klubu,a potem nocowałam u niego by tobie i Tomowi nie przeszkadzać.
 
-Oh kochanie przykro mi w sprawie Bena,ale nie martw się wszystko się ułoży.A co do tego mulata to muszę przyznać,że robicie szał wszystkie gazety o was piszą.
-No nie znowu.Mamo ja i on nie jesteśmy razem.My...-waham się czy powiedzieć jej o umowie,dobra nie chcę jej okłamywać-...tylko udajemy związek.-mówię trochę zakłopotana.
-Co?Kochanie dlaczego?-pytam zszokowana.
-To sprawa taty.On i Modest mają taką umowę,że jeśli bym się nie zgodziła zniszczyli by mnie.
-Ja im pokarze.Oni nie mogą cie tak wykorzystywać.
-Nie mamo spokojnie.Dam radę.-mówię,choć sama jestem sobą zdziwiona.Co ja plotę?W tych naleśnikach chyba coś było.
-Na pewno słońce?
-Tak na pewno.-odpowiadam i w tym momencie dzwoni mój telefon-Przepraszam.Na chwilę.
Ja:Halo
Cat:Hej Pezz.Masz czas wyjść na rowery?Tak dawno się nie widziałyśmy.
J:Jasne to o której?
C:Może o 15 pod Big Benem.
J:Ok,jasne.To do zobaczenia.
C:Pa.
-Mamo idę z Cat na rowery.
-Jasne.-odpowiada i zaczyna robić coś na komputerze.Odwracam się i idę do siebie do pokoju.-A Pezzie,zapomniałam ci powiedzieć we wtorek przyjeżdża Matty z rodzicami do nas na tydzień.
Wchodzę do siebie do pokoju i idę się odświeżyć.Po gorącym prysznicu,zaczynam szykować się na rowery.
 
Ubieram się bez czapki,a glany zamieniam na białe,krótkie conversy.Patrzę na zegarek jest 14.35.Dobra czas najwyższy wychodzić.Wyjmuję rower z garażu i jadę w stronę Big Bena.Gdy docieram na miejsce zauważam Cat.
-Hej.-mówię i przytulam dziewczynę.
-Hajka,Pezz.-odpowiada-Gdzie jedziemy?
-Może pojedziemy wzdłuż Tamizy,a potem skręcimy do East Park i tam sobie zrobimy przerwę?-proponuję.
-Ok,to jedziemy.-odpowiada uśmiechnięta.Jedziemy i gadamy na wszystkie możliwe tematy.Kiedy dojeżdżamy do parku zatrzymujemy się przy jeziorze i odpoczywamy.Żadna z nas nic nie mówi.Delektujemy się słońcem oraz ciszą.
-Perrie powiesz mi co się stało między tobą a Lukiem,bo Jai mówił,że wpadłaś wczoraj wściekła?
-A Luke.Więc byłam trochę pijana,a on zaczął się na mnie wydzierać,że jestem suką,dziwką i że zazdrości mojemu Lukowi,że nie żyje i nie musi mnie znosić i się wściekłam i powiedziałam prawdę przy Kianie jednocześnie niszcząc ich związek.
-I nie żałujesz tego?-pyta
-Nie raczej nie.Nie pozwolę,żeby mnie obrażał,a poza tym ona musiała poznać prawdę.
-A no to chy...-Cat nie kończy bo ktoś zaczyna nas wołać.-Jaiii!!!!!-krzyczy dziewczyna i biegnie do Brooksa.Jak ja im zazdroszczę.Odwracam się i mam wrażenie że cały wszechświat mnie nie lubi. 

Rozdział 31

Dom Zayna okazuje się być wielką willą na wzgórzu z widokiem na Londyn.Muszę przyznać,że wygląda to trochę jak scena filmowa.Cicha,spokojna okolica z widokiem na tętniące życiem miasto.Gdy podjeżdżamy zaczyna świtać.Patrzę na zegar w samochodzie 4.20.No to już rozumiem.
-Wysiadasz?-pyta rozbawiony chłopak,gdy stoi otwierając mi drzwi,a ja się nie ruszam.-Czy śpisz w samochodzie?
-Hm...kusząca propozycja,ale chyba wysiądę.-odpowiadam i wychodzę.Zayn zamyka drzwi i prowadzi nas do domu,a następnie do pokoju,w którym mam przenocować.Rozglądam się po pokoju,bo jest przepiękny nowoczesny i elegancki,jakby wyjęty z katalogu ze stylizacjami wnętrz.
-Dobranoc.-mówi chłopak i chcę wyjść.
-Zayn,poczekaj.Czy mógłbyś pożyczyć mi jakąś koszulkę?-pytam lekko zawstydzona.Ale czy Zaynem czy moim pytaniem?
-A tak jasne.-chłopak podchodzi do szafy i wyciąga szary crop top na ramiączka.Patrzę na niego zdziwiona.-Mojej siostry ostatnio jak była to zostawiła.
-Ach no tak ok.-mówię.-Dziękuję bardzo i dobranoc.
-Branoc Pezzi.-mówi,całuje mój policzek i wychodzi.Przebieram się z sukienki w koszulkę,kładę się i od razu usypiam.Budzi mnie słońce wpadające przez nie zasłonięte okno.Sprawdzam telefon jest 11.37.Oh trochę pospałam,ale muszę przyznać że łóżko jest niesamowicie wygodne.Moje leżenie przerywa burczenie w brzuchu,więc wstaję i idę na dół w poszukiwaniu kuchni.Na blacie znajduję talerz z naleśnikami,sok pomarańczowy oraz liścik.Zaczynam jeść i sprawdzam kartkę.
 "Jestem w studiu.Nie chciałem cię budzić,powinienem być koło 12.Smacznego :) -Z"
Gdy kończę posiłek włączyłam radio i postanowiłam posprzątać po śniadaniu w podziękowaniu.Wkładam rzeczy do zmywarki i słyszę gwizdy szybko się podnoszę i widzę przed sobą całe One Direction.O kurzcze wtopa nie dość,że siedzę w domu Malika gdy go nie ma to jeszcze witam ich w krótkiej bluzce i koronkowych majtkach.
-Hej.-odzywam się pierwsza gdy chłopcy cały czas mnie obczajają.
-Cześć.-pierwszy ogarnia się Liam-Co tu robisz?-pyta.
-Ona tu spała.Wróciliśmy późno z wesela i nie chciało mi się jej odwozić.-odpowiada Zayn,a ja mam wrażenie,że wrócił do postawy chamskiego dupka.
-Więc tylko spaliście?-zwraca się Harry do Zayna,a ja mam wrażenie,że zapomnieli o moim istnieniu.
-Tak,oczywiście,że tylko.-odpowiada-A poza tym muszę tylko udawać że z nią jestem.
-No tak jasne udajem.Na mnie już chyba czas więc będę się zbierać.-mówię i wymijam ich,kieruję się w stronę pokoju gdzie jest moja sukienka.Przebieram się i wracam na dół.-Pa.-i chcę wyjść,ale ktoś łapie mnie za rękę,odwracam się i widzę Nialla.
-Chodź odwiozę cię.-mówi i kieruje mnie w stronę samochodu.Czy ja mam tu jeszcze coś do powiedzenia?Wsiadamy podaję chłopakowi adres i na tym kończę naszą rozmowę.Ale Irlandczyk ma całkiem inne plany.-Jak długo masz udawać związek z Zaynem?
-W umowie było napisane,że o końcu ma zadecydować MODEST.Co mnie strasznie wkurzyło,ale nie miałam nic do powiedzenia.
-Może nie będzie tak źle.-próbuje mnie pocieszyć.-Zobaczysz fajnie będzie.
-Skąd wiesz?Masz wspaniałą dziewczynę bez żadnej umowy,więc nie masz pojęcia jak to jest.
-Tak właściwie to nasz związek się tak zaczął,że musiałem podpisać umowę.Ami wtedy zaczynała jako modelka więc jej i nasz manager dogadali się,że nasz związek sprawi,że ona stanie się popularna,ale my też zyskamy rozgłosu.I tak jakoś wyszło,że naprawdę się zakochaliśmy.
 grafika beautiful, gif, and niall horan
-No tak,ale Amelia jest niesamowicie miła,przyjacielska i śliczna,więc nie dziwię,że się w niej zakochałeś,ale przecież Zayn jak do tej pory był nadętym dupkiem.-tłumaczę.
-Może tak się zachowuje,ale Perrie pamiętaj,że pomiędzy nienawiścią,a miłością jest bardzo cienka linia i łatwo ją przekroczyć.-mówi,a ja na jego słowa wybucham śmiechem.
-Horan nie rozśmieszaj mnie.Że ja i on naprawdę,nigdy w życiu.Ok może Zayn wczoraj mnie przeprosił,ale to nie znaczy że zaraz będę go kochać.
-Wiem,ale z czas spojrzysz na to inaczej.Uwierz mi.-mówi gdy podjeżdżamy pod mój dom.
-Ta na pewno.Dziękuję za podwózkę.-całuję go w policzek i wychodzę.A może on ma rację?Co jeśli zatracę się w tym całym udawaniu i naprawdę coś poczuję?A jeśli on mi wtedy złamie serce?
 

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 30

-Gdzie ty jesteś?!-warczy wściekły Luke.Cholera,całkiem o nich zapomniałam.Zapomniałam o przyjaciołach na korzyść Zayna.
-W klu...klubie.-odpowiadam,ale jestem lekko przerażone jego tonem.
-Jak to w klubie?!W jakim?!-krzyczy-Kurwa,Perrie!My się o ciebie martwimy,a ty co?!Jedziesz do klubu?Kobieto co z tobą nie tak?I niby z kim pojechałaś z Zaynem,który już raz cie zaliczył i mam zamiar zrobić to znowu czy z jakimś przypadkowym gościem,który chce cię tylko przelecieć!-krzyczy,a ja mam ochotę się popłakać.
-Luke...-mówię cicho,ale chłopak mi przerywa.
-Nie Perrie.To koniec.Odwal się ode mnie i od Kiany.Jesteś zwykłą dziwką,która nie zasługuje na przyjaciół.Zazdroszczę temu Lukowi,że nie musi cie już znosić.-drze się i rozłącza.Łzy zbierają mi się w oczach,ale tak samo złość w żyłach.Zatrzymuje łzy,a w ich miejsce przychodzi wściekłość.Tak chce się bawić.Dobra,zniszczę go.
-Perrie,w porządku?-pyta Zayn.
-Bywało lepiej.Ale mam prośbę,pomożesz mi?-pytam,a w głowie rodzi mi się plan zemsty.Na ogół nie jestem wredna,ale może to wszystko przez alkohol w moich żyłach.
-Ale w czym?-pyta zdziwione.
-Pokaże palantowi,że mnie się nie obraża.-mówię a na twarz wkrada mi się wredny uśmiech.
-Ok,ale zastanów się żebyś potem nie żałowała swojej decyzji.
-Nie będę.A teraz chodź.Im szybciej tym lepiej mówię.-biorę chłopaka i ciągnę w kierunku wyjścia.
-Dobra ale jaki jest twój plan?-pyta gdy zjeżdżamy windą na dół.
-Piłeś dziś?-pytam,bo do zrealizowania planu jest potrzebny samochód.
-Tylko jednego drinka,a co?I nie odpowiedziałaś na moje pytanie.-odpowiada oburzony.
-Im mniej wiesz tym lepiej śpisz.-odpowiadam,gdy wsiadamy do samochodu i posyłam mu całuska.Boże co się ze mną dzieje?Cholera chyba faktycznie za dużo wypiłam.Proszę Zayna by zawiózł mnie do domu Brooksów.Włączam radio i słyszę piosenkę,która idealnie moją sytuację więc zaczynam śpiewać z Rihanną
- Kamikaze if you think that you gon' knock me off the top.Shit, your wife in the backseat of my brand new foreign car.Don't act like you forgot, I call the shots, shots, shots.Like brrap, brrap, brrap.Pay me what you owe me, don't act like you forgot.*-podśpiewuje i dojeżdżamy do celu.Wysiadam z auta i dzwonie do drzwi.Otwiera mi lekko zaspany Jai.Ups chyba go obudziłam.
-Cześć Jai.Wiem,że jest późno,ale jest Luke?-pytam mile.
-Hej.Tak jest.Chodź do salonu,a ja go zawołam.-odpowiada i znika na schodach.Idę do salonu.Pomieszczenie jest bardzo nowoczesne,z wielkim oknem na całą ścianę.Wyglądam przez nie dopóki nie słyszę bliźniaków.
-Idioto,co jest tak ważne w salonie,że obudziłeś mnie w środku nocy?Z Kianą dopiero przed chwilą usnęliśmy.-pyta Luke i wchodzą do salonu.
-Cześć.Mamy do pogadania.-mówię i odwracam się do nich.
Untitled
-Co ona tu robi?-warczy Luke do Jaia.-Przecież mówiłem ci,że nie chce jej widzieć.-mówi i chce wyjść.
-A mi się wydaje,że powinniśmy.-odpowiada i podchodzę do niego najbliżej jak się da i kładę mu ręce na torsie.-No wiesz patrząc na naszą ciekawą i namiętną historię.
-Jaką namiętną?-pyta chłopak z kolczykiem w wardze,ale w jego oczach widzę strach,że prawda wyjdzie na jaw.Jeszcze chwilę się waham czy na pewno to powiedzieć,ale decyduję się.Nikt nie będzie obrażał ani mnie,ani Lukeya.
-No,kochanie nie pamiętasz co się działo na Fidżi.Chyba ochrzciliśmy cały hotel.-przerywam i zaczynam chichotać.Postanowiłam lekko ubarwić historię,by było ciekawiej.-Winda,magazynek na szczotki,łazienka przy recepcji,a no i mój pokój.Aż dziwię się,że nikt się nie domyślił.Szczerze to tęsknię za tym mógłbyś czasami zadzwonić.-mówię i wysyłam mu całuska odsuwając się.Luke jest przerażony,a Jai i Kiana stoją zszokowani.
-Luke to prawda?-pyta zrozpaczona Kiana.
-Tak kochanie,ale nie martw się twój chłopak jak przyjechałaś tylko mnie całował.
-Jak mogłeś,a ja cię naprawdę kochałam!-krzyczy.
-Kiana,to nie tak jak myślisz...-próbuje się tłumaczyć.
-Ok,to ja nie będę wam przeszkadzać.Pa pa kochani.-mówię i kieruję się w kierunku drzwi.Nim wychodzę słyszę jeszcze krzyk Luka
-Ty suko,pożałujesz.-wsiadam do samochodu,nie obchodzi mnie już jego obelga.Zayn siedzi i patrzy na mnie wyczekująco.
-Powiedziałam Kianie,że Luke zdradził ją ze mną.Chrzanie ich.Odwieziesz mnie do domu?-opowiadam,a chłopak rusza.-Albo nie lepiej do jakiegoś hotelu bo mama jest ze swoim nowym chłopakiem i nie chcę przeszkadzać.-mówię.
-Ok,to mam propozycje.Przenocujesz u mnie.-proponuje i porusza znacząco brwiami,uśmiechając się przy tym idiotycznie.
-Haha nie.Nie wylądujemy razem w łóżku.-odpowiadam rozbawiona jego miną.
-Wiem,ale i tak nocujesz u mnie.-chcę zaprzeczyć,ale on szybko prostuje-W pokoju gościnnym.-i zaczyna się śmiać,a ja razem z nim.To była długa noc i chyba zyskałam nowego przyjaciela.Ale czy nie kryje się za tym coś mrocznego i tajemniczego?Będę przez to cierpieć?
Kylie Jenner Candids | via Tumblr

 *****************************************************************************************
- *Samobójcą jest ten, który myśli, że mnie zwali ze szczytu
Cholera, twoja żona na tylnym siedzeniu mojego nowego zagranicznego samochodu
Nie zachowuj się, jakbyś zapomniał, ja tu dyktuję warunki, warunki, warunki
Jak bra, bra, bra
Zapłać mi to, co mi wisisz, nie zachowuj się, jakbyś zapomniał 

   Fragment piosenki Rihanny "Bitch better have my money"

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 29

-Skąd ty o tym wiesz?-pytam zaskoczona,przestając tańczyć.
-Oj Pezzi.To ja zleciłem mojemu znajomymi by cie obserwował,a przy okazji Ellie wymyśliła byśmy wysyłali ci smsy.-uśmiecha się do mnie,a ja mam ochotę mu przywalić-Ale nie martw się Zayn mimo wszystko zgodził się z tobą być,więc pójdź do niego bądź miła i prześpij się z nim.-wyrywam się mu i próbuję odejść lecz w ostatniej chwili Ben łapie mnie za rękę i ciągnie w swoją stronę-A i jeszcze jedno mogła byś mi podziękować,bo gdyby nie ja nikt by nie wiedział o twoim istnieniu.-wyrywam się mu i idę w stronę baru.
-Poproszę coś mocnego-mówię do barmana wyjmując telefon.
Luke:Halo.
Ja:Hej Luke,nie przeszkadzam?
L:Nie,jestem w domu z Kianą.Stało się coś Perrie?
J:Nie,tak,znaczy nie wiem.Luke ja już nie daje rady.Myślałam,że jestem silna,ale ja już nie mogę.
L:Ale co się dokładnie stało?Zacznij od początku.
J:Bo ja jestem na weselu mojego ojca.Z Zaynem Malikiem,bo oni mi kazali i ojciec mi powiedział,że te wszystkie smsy od L to był on,znaczy jego kolego i ja mam dość.
L:Perrie już po ciebie jadziemy.
J:Nie musicie nie chce wam psuć randki.Ja zadzwoniłam tylko dlatego,że chciałam się komuś wygadać,nie musicie przyjeżdżać.
L:Wyślij Lukowi adres smsem.-słyszę głos Kiany,a następnie dźwięk oznaczający zakończenie połączenia.Wzdycham głośno i chwytam mojego drinka wypijając go duszkiem.I zamawiam następnego,gdy chcę wziąć kolejnego ktoś mi go zabiera.
-Nie za szybko.-słyszę głos Zayna.
-Pieprz się to nie twoja sprawa.-odpowiadam mu i chcę mu zabrać drinka.
-Oj daj spokój.Zapomnij o tym co było i zacznijmy od nowa.A teraz choć zatańczyć.-mówi i ciągnie mnie na parkiet. 

Podczas tańca próbuję nie patrzeć na Zayna,ale cały czas,że chłopak wypala we mnie dziurę.Co powoli zaczyna mnie irytować.
-Brudna jestem czy co?-pytam zirytowana.
-Jesteś bardzo ładna Perrie.-odpowiada,a ja parskam śmiechem.
-Ile wypiłeś?
-Nic,jestem trzeźwy.

-Kłamiesz.Jeśli myślisz,że wskoczę ci do łóżka to jesteś w dużym błędzie.
-Dobra,wiem ostatnio spieprzyłem,ale to było dawno.Zrozumiałem swój błąd i przepraszam.Chcę to naprawić.Proszę zaufaj mi.I tak musimy udawać związek,więc może spróbujmy się zaprzyjaźnić.-mówi i uśmiecha się.
-Ok,możemy.-odpowiadam i zastanawiam się czy ja oszalałam.
-To zacznijmy od dziś.Chodź wyrwijmy się stąd i chodźmy do klubu.-kiwam głową i kierujemy się w stronę wyjścia.Kiedy wychodzimy z pałacu,Zayn mnie trzyma za rękę i prowadzi do samochodu,a ja zastanawiam się czy dobrze zrobiłam próbując mu zaufać.Całą drogę do klubu spędzamy w ciszy.Mulat nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy.Gdy podjechaliśmy zobaczyłam długą kolejkę i duży wieżowiec.Wysiedliśmy z auta i poszliśmy od razu do drzwi nie zwracając uwagi na obraźliwe komentarze ludzi tam stojących.Malik podszedł przywitał się z ochroniarzami i weszliśmy do windy kierując się na ostatnie piętro.Gdy drzwi się otworzyły uderzyła we mnie woń alkoholu i potu wymieszane ze sobą.Zaczęłam się rozglądać i nawet nie zwróciłam uwagi na to,że Zayn cały czas stoi za mną.Bardzo blisko mnie.
-Chodź do baru.-szepcze mi do ucha,a ja się wzdrygam.Podchodzimy do baru i zamawiamy drinki.Wypijamy je,siedząc na barowych stołkach.
-Idziesz tańczyć?-pytam,a gdy mulat kiwa przecząco głową,wzruszam ramionami i idę na parkiet,gdzie zaczynam szaleć i znowu czuję na sobie jego wzrok,ale nie zwracam na to uwagi,bo teraz chcę być tylko ja i parkiet. Macham włosami,a zaraz dołączają się do mnie inne dziewczyny.W tłumie wypatruję Santanę i Carly więc do nich podchodzę i zaczynamy się wygłupiać.Po czasie idziemy do łazienki zrobić sobie selfie w lustrze.Gdy wracamy na sale,podchodzi do mnie Zayn i odciąga na bok.
-Co jest?-pytam zaciekawiona
-Twój telefon cały czas dzwoni.Chyba ktoś się o ciebie martwi.-mówi uśmiechając się,wręczając mi kopertówkę.
-O dzięki.Nie wiesz gdzie mogłoby być ciszej bym oddzwoniła?
-Chodź zaprowadzę cię.-odpowiada i prowadzi mnie do schodów,którymi wchodzimy na dach.Muszę przyznać,że zaczynam żałować,że nie wzięłam żadnej kurtki lub bolerka,bo jest tu zimno.Wyjmuję telefon i okazuje,że dzwonił Luke i Kiana.O cholera zapomniałam o nich!Wybieram numer Luka.Obwiniając się co ze mnie za przyjaciółka,gdy czuję jakiś materiał na swoich ramionach.Jest to marynarka Zayna.Uśmiecham się do niego,zamyślając się o nim,ale budzę się gdy słyszę wściekły głos Luka.
-Gdzie ty jesteś?!  
 Untitled | via Tumblr

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 28

Miesiąc później 
Od mojego powrotu minęły już 3 tygodnie.Musze przyznać, że moja noc z Lukiem odeszła w nie pamięć kiedy Jai zaprowadził do ich pokoju i poznał z...UWAGA FANFARY...dziewczyną Luka, Kianą. Przyznaję, że byłam w sporym szoku gdy ją poznałam. Najpierw pomyślałam,że musi być dziwna skoro jest z chłopakiem,który ją zdradza,ale gdy ją lepiej poznałam okazało się,że jest przemiłą i przeuroczą dziewczyną.I gdy zaczęłyśmy się zaprzyjaźniać dopadły mnie wielkie wyrzuty sumienia.
***Retrospekcja***
 Leżeliśmy wszyscy na plaży.Miałam racje,że między Cat,a Jaiem coś będzie.Obecnie siedzą razem na kocu przytuleni i co chwile szepczą sobie coś do ucha lub skradali sobie całusy myśląc,że nikt tego nie widzi.
-Mam pomysł!-krzyknęła nagle Demi.-Chodźmy ponurkować z maskami.-wymyśliła,a jej pomysł spotkał się ze sporym entuzjazmem.Wszyscy się poderwali oprócz Luka i mnie.
-Luke,Pezzi,idziecie?-pyta Kiana.
-Jas...
-Na razie nie,bo mamy ze sobą do pogadania.Ale zaraz ci zwrócę chłopaka,obiecuje.-przerywam Lukowi i odpowiadam z uśmiechem,dziewczyna odwzajemnia uśmiech i biegnie do morza.
-To niby o czym mamy porozmawiać?-pyta oschle.Odkąd pojawiłam się na Fidżi jego dziewczyna stał się w stosunku do mnie bardzo zimny i robi wszystko by mnie unikać.
-No nie wiem o czym,może o tym co się wydarzyło między nami dzień przed jej przyjazdem.-odpowiadam lekko podirytowana jego zachowaniem.
-Och.-chłopak wzdycha.-Perrie słuchaj,przepraszam,że cie olewałem,ale bałem się,że jej powiesz a mi na niej tak bardzo i nie chcę jej zranić ani jej stracić,bo moje życie nie miało by bez niej sensu.-mówi ze skruchą,a ja zaczynam zazdrościć Kianie takiego chłopaka.
-Dobra,możemy jej nic nie mówić,ale polubiłam ją i mam wyrzuty sumienia.
Untitled-Nie martw się.-uśmiecha się pocieszy cielsko.-To moja wina.Nie wiedziałaś,że mam dziewczynę,a wtedy u ciebie w pokoju nie odrzuciłem cie,więc tylko ja spieprzyłem nie ty.
- Ale mimo wszystko mam poczucie winy.
-Oj,Pezz przestań,to moja wina,a ty się tym nie przejmuj tylko ciesz się wakacjami.-przekonuje mnie.Nagle wstaje przerzuca mnie przez ramie i wbiega do wody.
***Koniec retrospekcji***
I tak reszta wyjazdu była idealna i bez problemowa,ale trzeba wreszcie było wrócić do Anglii i zmierzyć się z rzeczywistością.Gdy wróciłam do domu mama nakryłam mamę z jakimś facetem w kuchni.Szczerze to jak ich zobaczyłam myślałam,że się posikam ze śmiechu.I tak wyszło na jaw,że nawet mama znalazła sobie chłopaka-Toma i pracują razem.Okazało się,że jestem zmuszona pójść na wesele ojca,bo inaczej Modest! mnie zniszczy.Ben,bo on już nie zasługuje na miano ojca zawarł z wytwórnią jakiś chory kontrakt,w którym jest mowa,że ja i Zayn będziemy się pokazywać publicznie jako para.I tak oto skończyłam przed lustrem szykując się i czekając na Zayna.Obawiam się,że to wesele i pokazywanie się publicznie to tylko wierzchołek góry lodowej z jaką będę musiała się zmierzyć.
-Perrie,przyjechał!-woła mama,a ja zaczynam się denerwować.Boże dlaczego ja?Schodzę na dół,gdzie mama już stoi wraz z Tomem.Wspominałam,że postanowili wykorzystać to,że idę na ślub i zorganizować sobie randkę.-Kochanie na pewno sobie poradzisz.Trzymam za ciebie kciuki,pamiętaj o tym.-mówi przytulając mnie.
-Wiem mamo.Pa,miłej randki.-odpowiadam i otwieram drzwi.
-A kochanie ślicznie wyglądasz.-słyszę głos mamy,gdy wychodzę.Na podjeździe stoi czarna limuzyna.No tak zapomniałam przecież jadę z panem gwiazdą,a na ceremonii mają być celebryci.Wsiadam nawet nie witając się z Zaynem,on też się nie odzywa.Gdy dojeżdżamy pod kościół stoi tam mnóstwo paparazzi,no to świetnie jutro pewnie będziemy na okładkach na całym świecie.Malik wysiada pierwszy,a następnie pomaga mi wysiąść.Jestem zaskoczona iż od początku nie odezwał się ani nic nie skomentował.Gdy idziemy do wejścia z każdej strony słychać pytania:"Od kiedy jesteście razem?", "Czy to wielki powrót Zerrie?","Zayn czy Lea była tylko przykrywką do tego,że wciąż byłeś z Perrie?" i inne takie bezsensowne.Kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć do katedry,zajęliśmy swoje miejsca i ksiądz rozpoczął.
Gdy część kościelna się skończyłam pojechaliśmy na obiad do zamku pod Londynem.Wesele jak wesele.Mnóstwo ciotek,których nie pamiętasz,ale one ciebie tak,obiad,toasty i takie inne główna,które nikogo nie obchodzą.Siedziałam przy stoliku gdy ojciec do mnie podszedł.
-Cześć,córciu.Zatańczysz?-spytał,a mi robiło się nie dobrze od jego przymilania się.
-Jasne,Ben.-odpowiedziałam,akurat jak na złość kapela zaczęła grać nastrojową,powolną melodie.
-Wiesz Pezzi,że nareszcie poszłaś po rozum do głowy i postanowiłaś zgodzić się z kontraktem.
-Ja się na nic nie zgadzałam.Gdyby nie to,że ty i Modest zniszczyli byście mi życie nie było by mnie tu.Prawdopodobnie siedziała bym teraz i oglądała film z mamą i Tomem.-odpowiadam wściekła.
malia tate  | Tumblr-Oj przestań.Wiem,że podoba ci Zayn,ale jesteś zbyt głupia by mu zaufać i się mu poddać tak samo jak twoja matka.A poza tym próbujesz znaleźć sobie chłopaka,lecz każdy ma cie w dupie.-mówi głosem pełnym jadu a mi przechodzą ciarki.-Jeden twój chłopak wolał się zabić niż spędzić z tobą resztę życia,a Luke którego myślałaś,że poderwałaś na Fidżi ma dziewczynę,ale ty jesteś naiwna.I jeszcze uwierzyłaś,że ten szczeniak Gilbert żyje i pisze do ciebie smsy.-mówi,a ja zamieram. 



piątek, 27 marca 2015

Rozdział 27

Dlaczego on tak powiedział?Czy jestem gruba i bezwartościowa?A może on ma rację?Ale dlaczego dopiero teraz mi to powiedział?Te pytania wciąż krążyły po mojej głowie gdy siedziałam w parku.Nie wiem dokładnie ile tak siedziałam,ale chyba długo,bo na dworze zrobiło się już całkowicie ciemno.Próbuję znaleźć telefon w torebce co nie wychodzi mi za dobrze,ponieważ przez łzy mam rozmazane pole widzenia.Gdy w końcu go znajduję okazuje się,że mam 20 nieodebranych połączeń i 13 nowych wiadomości.Większość jest od Jess,Luka i Austina,ale moją ciekawość przykuwa jedno z połączeń,które jest od jakiegoś nieznanego numeru.Postanawiam do niego oddzwonić,ktoś po trzech sygnałach odbiera.
Ja:Halo,ktoś z tego numeru próbował się ze mną skontaktować.
Nie znany:Dzień dobry,z tej strony Paul Higgins,menadżer One Direction.Czy rozmawiam z Perrie Edwards?
J:Tak.A w jakiej sprawie pan dzwoni?
P:Chciałem się spytać czy została pani poinformowana,że w dniu 26 lipca pójdzie pani na ślub Bena Edwards wraz z Zaynem?
J:Tak zostałam poinformowana,ale ja nie zamierzam iść.
P:Cieszę się,że pani wie.Ale pani musi iść wraz z pańskim ojcem podpisaliśmy umowę,że wraz z Zaynem będziecie tworzyć parę,a jeśli się pani z tego nie wywiąże obiecuję,że wraz z całym Modest zniszczymy panią.
J:Nie możecie,bo ja niczego nie podpisywałam.
P:Och zdziwiła byś się kochanie.Miłej nocy.
I rozłączył się.Boże co za dzień.Czy wszyscy ludzie się zmówili by zniszczyć mi życie?Jedyne czego chcę w tym momencie to położyć się w łóżku,przykryć cieplutką i puszystą kołdrą,pójść spać i już nigdy się nie obudzić.Wstałam z ziemi.Otrzepałam sobie tyłek i poszła z powrotem do hotelu,łzy przestały już mi lecieć i można powiedzieć,że się trochę ogarnełam.Gdy weszłam do pokoju spotkałam wszystkich moich przyjaciół.
-Boże,Pezz gdzie byłaś martwiłam się.-krzykneła Jess.
-Czy ty jesteś głupia?Dlaczego nie odbierasz?My tu wszyscy odchodzimy od zmysłów,a ty nie dajesz znaku życia.-krzyknął Austin,a mi znów łzy napłyneły do oczu.
... 
-Przepraszam.-powiedziałam drżącym głosem.Miałam dość tego dnia.
-Dobra zguba się znalazła.Jak chcecie to idźcie do klubu,a ja z nią zostanę.-powiedział Luke.
-Nie,chodź cie z nami.
-Ja podziękuję.Jestem wyczerpana,może następnym razem.Ale wy idźcie.
-Jesteś pewna?-spytała Cat.
-Tak jasne.Bawcie się dobrze.-odpowiedziałam i nawet dałam wysilić się na sztuczny uśmiech,chyba jestem dobrą aktorką,bo uwierzyli i zaraz zostałam z Lukiem w pokoju,który do mnie podszedł i przytulił.
-Pezzi,co się stało?Kim był ten gość?-szepnął nadal mnie przytulając.
-Nie teraz,Luke.Nie chcę o tym rozmawiać.-odpowiedziałam,a chłopak już nic nie mówił.-Luke,mógł byś mnie pocałować.-poprosiłam,a chłopak to zrobił.Nie wiem dokładnie co mną kierowało może potrzebowałam bliskości drugiej osoby.Ale muszę przyznać,że mi podobały mi się pocałunki z nim i byłam pewna,że nie skończy się tylko na tym jednym pocałunku.
 Untitled
 ***
 ( https://www.youtube.com/watch?v=ECRRRcXycjI )
Gdy się rano obudziłam obok mnie spał jeszcze Luke,rozejrzałam się po pokoju,ale Cat i Dems nigdzie nie było.Wstałam z łóżka tak by nie obudzić Luka i biorąc nowe ciuchy i bieliznę poszłam do łazienki.Gdy się ogarnęłam poszłam na śniadanie.W hotelowej restauracji spotkałam Jess przy stoliku.
-Hej.-powiedziałam gdy usiadłam.
Tumblr-Cześć.-odpowiedziała z dziwną miną..Zaczęłam jeść nie zwracając na Jessicę uwagi.-Perrie to nie jest chłopak dla ciebie.Będziesz przez niego cierpieć.Proszę,uważaj na niego.
-Skąd wiesz co się miedzy nami stało?-spytałam
-Wczoraj jak wróciliśmy chciałam zajrzeć jak się trzymasz,więc poszłam z Cat i Demi do waszego pokoju i zobaczyłam jak śpicie nadzy do siebie przytuleni,więc się domyśliłam.
-Ale dlaczego uważasz,że on mnie skrzywdzi?Ja nawet nie jestem pewna co między nami jest.A nawet jeśli to nic nie pobije Zayna i jego zakładu z Harrym.
-Jai coś wczoraj wspominała,że powinnaś na niego uważać,ale nic więcej nie mówił.Więc proszę zakończ to czymkolwiek to jest.-powiedziała,a w mnie zaczęła rosnąć złość.
-Jess,ty tego nie rozumiesz.Masz chłopaka.który zawsze cie wysłucha i pocieszy,a spójrz na mnie ja nie mam nikogo.Więc nie dziw się,że szukam osoby,która mi zastąpi Lucasa i która da mi wsparcie i bliskosć.-odpowiedziałam zła i odeszłam od stołu.Gdy byłam prawie przy drzwiach swojego pokoju,spotkałam Jaia.
-O Perrie jak dobrze,że cie widzę.Choć musisz kogoś poznać.-powiedział i zaczął mnie ciągnąć w przeciwną stronę.











 

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 26

Zaczęłam się nerwowo rozglądać i nagle zobaczyłam mojego ojca i Ellie.Przez chwilę zastanawiałam się czy do nich nie podejść,ale ostatecznie odpuściłam i powróciłam do rozmowy z przyjaciółmi.
-Pezz,idziemy?-pyta Demi,a ja nie za bardzo wiem o co jej chodzi.
-Gdzie?
-No nauczyć się serfować.Tym nudziarzom się nie chce.-mówi i wskazuje na resztę.
-Ok.Pa.-żegnamy się i idziemy w stronę budki gdzie można wypożyczyć sprzęt i instruktora.-Dzień dobry,chciały byśmy się zapisać na kurs serfowania.-mówię.
-Dzień dobry.Ok to idźcie sobie wybrać deskę i zaraz przyjdzie do was instruktor.-odpowiada dziewczyna stojąca za ladą.Idziemy do stojaka gdzie są deski i wybieramy sobie po jednej.
-Cześć,jestem Tony i będę waszym instruktorem.-mówi przystojny chłopak,który wygląda może na dwadzieścia lat z cudownym sześciopakiem na klacie.

-Hej jestem Demi,a to moja przyjaciółka Perrie.-odpowiada Dems kiedy ja gapie się na jego klatę.
-Zrób zdjęcie Perrie zostanie na dłużej.-słyszę głos Tonego i dopiero to wyrywa mnie z transu.Prycham na jego słowa,ale po chwili dodaję zawstydzona.
-Przepraszam.
-Spoko to co zaczynamy?-pyta.
-Jasne.-odpowiada Demi.Muszę przyznać,że albo Tony jest świetnym nauczycielem,albo to wcale nie jest takie trudne,bo po jakiś 20 minutach obie z Demi stoimy na deskach i mniej więcej nam to wychodzi.
☯ | via Tumblr-Dziewczyny,idzie fala.Spróbujcie tam pod płynąć,stanąć na deskach i surfować,a potem kończymy.-patrzymy na siebie z Dems i wykonujemy polecenie Tonego.Kiedy jesteśmy we właściwym miejscu chłopak krzyczy "JUŻ"a my podnosimy się z desek.Na początku idzie mi chyba dobrze,bo utrzymuje równowagę,lecz po chwili ją tracę i wpadam do wody.Wynurzam się i płynę w kierunku plaży.
-To było świetne,musimy to kiedyś powtórzyć.-mówi Demi kiedy wychodzę na brzeg.Kiwam głową i idziemy odstawić deski i rozliczyć się za lekcje.Gdy wracamy na ręcznik,reszta sugeruje byśmy wrócili do hotelu.W pokoju idę pod prysznic i ubieram się w luźną koszulkę i krótkie spodenki.Oglądam TV gdy zdzwoni mój telefon.Odbieram go i wychodzę na taras,z którego rozciąga się widok na plażę i ocean.
Ja:Halo.
Mama:Hej,kochanie.Co tam u ciebie?Jak wyjazd?
J:W porządku.Pogoda świetna,hotel też.I dziś poszłyśmy z Demi nauczyć się serfować.A jak u ciebie?
M:U mnie jak zwykle,praca,dom,praca,dom.Tylko teraz dom świeci pustkami i tęsknię za tobą,bo nie mam się do kogo odezwać.Próbowałam się skontaktować z Benem,ale nie odbiera.
J:Wiem mamo,bo taty nie ma w Angli.
M:Jak to go nie ma?Przecież miałam się z nim spotkać i obgadać twoje studia.
J:Bo ja go dziś widziałam razem z Ellie.On tu jest.Na Fidżi.
M:Ah...Dobra nie ważne.Przyszedł dziś do ciebie list.
J:Od kogo?
M:Nie wiem .Przecież nie otwieram twoich listów.Dobra córcia,ja idę spać.Dobranoc.
J:Branoc,mamo.-odpowiadam no tak przecież przez strefy czasowe w Londynie jest już noc.Wracam do pokoju i widzę,że wszyscy u nas siedzą.
-Co jest?-pytam,a oni dopiero teraz mnie zauważają.
-Nic zastanawiamy się co dziś robimy i chyba pójdziemy do klubu-odpowiada Jai.
-Więc leć się przebierz razem z Jess,bo w tym czymś z nami nie pójdziecie.-dopowiada Austin.
Untitled-A to dlaczego nie?Czy nie wyglądamy seksi.-pytam,a Jess wykonuje jakiś dziwny taniec,a ja po chwili do niej w nim dołączam i razem się dziwnie wyginamy.
 -Zachowując się tak,to zdecydowanie nie wyglądacie seksi,a raczej jak laski,które uciekły z psychiatryka.-mówi Luke,a reszta śmieje się z nas.
-Słyszysz Jess,my i psychiatryk?Ale co tam i tak laski.-odpowiadam i idę do walizki poszukać czegoś na wieczór.Ostatecznie wybieram czerwony kombinezon bez ramiączek i czarne szpilki,a włosy pozostawiam rozpuszczone.Gdy wracam z łazienki do pokoju,zastaję tam tylko Luka,który robi coś w swoim telefonie.
-Gdzie reszta?-pytam,zwracając na siebie uwagę chłopaka.
-Wow ślicznie wyglądasz.Stwierdzili,że zanim pójdziemy do klubu zjemy kolacje i czekają na nas w restauracji.Chodź.-mówi,wstając z łóżka i kieruje się do drzwi.Gdy przechodzimy koło recepcji,wpadam na jakiegoś faceta.
-Przepraszam.Nie zauważyłam pana.-odzywam się,a kiedy podnoszę głowę jestem w szoku,bo wpadłam na ojca i Ellie.
-Cześć,Pezzi.Miło cię widzieć.Możemy porozmawiać?-pyta.
-Dobra.-mówię i zwracam się do Luka-Idź,zaraz do was dołączę.Co chciałeś?
steel32 | via Tumblr-Stęskniłem się za tobą.Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?
-Przecież wiesz dlaczego,bo zniszczyłeś naszą rodzinę.-odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Perrie jesteś już dużą dziewczyną i powinnaś wiedzieć,że między małżeństwem czasami się coś wypala i się oni rozstają.Więc proszę zaakceptuj to,że jestem z Ellie szczęśliwy i że za trzy miesiące będziesz miała siostrę.
-Wiesz co to ani nie będzie moja siostra ani nie zaakceptuję tego,że zostawiłeś mamę,więc jeśli nie masz mi nic więcej do powiedzenia to pozwól,że wrócę do moich przyjaciół i spróbuję zapomnieć jakim to mój ojciec jest kretynem.-odpowiadam i się odwracam,lecz ojciec łapię mnie za nadgarstek,a po mimice jego twarzy widzę,że jest zły.
-Słuchaj,tu masz zaproszenie na mój i Ellie ślub,a jeśli na niego nie przyjdziesz z Zaynem Malikiem to obiecuję,że zrobię wszystko byś nie dostała się na żadne studia,a Ellie załatwi,że nikt nie będzie chciał cie jako modelki.Bo bez urazy,ale jesteś na nią za gruba.-syczy,a ja zamiera.Czy to naprawdę mój tata?Co się z nim stało?Gdzie jest słodki,miły i troskliwy tatuś?
-Bez urazy,ale żądasz za wiele.Po pierwsze ja i ten chuj nie jesteśmy razem,a po drugie nienawidzę cię.-krzyczę,a łzy lecą mi po policzkach.Biegnę przed siebie do pobliskiego parku.Opieram się o drzewo i dopiero tu zaczynają docierać do mnie jego słowa.
Untitled | via Tumblr 


środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 25



-Perrie,obudź się.-słyszę z krainy snów irytujący głosik.-Pezz,wstawaj już 11.-mruczę coś w stylu by dali mi spokój i obracam się na drugi bok.-Dobra sama tego chciałaś.-mówi Jess i wychodzi z mojego pokoju.Ha wygrałam.Odpływam z powrotem do krainy morfeusza gdy czuję wodę,która na mnie leci.
-Jessica,zwariowałaś?-pytam wściekła-Przecież zaraz bym wstała.
-Ta,ja znam te twoje zaraz.Szykuj się za 20 minut idziemy na plaże.-mówi i wychodzi,powoli się podnoszę i idę do łazienki się przebrać w kostium.No tak zapomniałam wspomnieć,jestem na Fidżi z Jess,Austinem,Jaiem,Cat,Lukiem i Demi.Od imprezy minął tydzień.Muszę przyznać,że od tamtego czasu nie dostałam żadnej wiadomości od tajemniczego L.
***impreza***
Tańczyłam z Lukiem,kiedy przy drzwiach na taras minęła mi osoba podobna do mojego byłego.Oderwałam się od chłopaka.
-Przepraszam,muszę iść.-poszłam w stronę tarasu,kiedy wyszłam na dwór okazało się,że jest tam sporo osób.Zaczęłam się rozglądać,kiedy nagle zawibrował mój telefon "Ślicznie wyglądasz,jestem przy czwartym leżaku od drzwi.L" Po przeczytaniu poszłam do czwartego leżaka,ale zamiast osoby znalazłam kartkę.Otworzyłam kartkę,a tam zobaczyłam moje zdjęcie,które Luke kiedyś mi zrobił na jednej z imprez z podpisem na dole dopisanym markerem."NA ZAWSZE".Przestraszyłam się,wróciłam do środka i poszłam do baru.Chyba musiałam dużo wypić,bo urwał mi się film i niczego nie pamiętam.Następnego dnia gdy się obudziłam okazało się,że nie jestem u siebie w pokoju na dodatek leżałam tylko w bieliźnie.Szybko wstałam,czego zaraz pożałowałam,bo zakręciłam mi się w głowie,rozejrzałam się i na fotelu w rogu znalazłam swoje ubrania,podeszłam do nich by się ubrać.
-O widzę,że księżniczka już wstała.-usłyszałam głos,którego już nigdy nie chciałam słyszeć,gdy zakładałam spódnicę.-Już idziesz?-zapytał,a ja olałam jego pytanie szukając bluzki.-Jakoś w nocy byłaś bardziej wygadana.-kiedy znalazłam to czego szukałam,ubrałam się wzięłam torebkę i chciałam wyjść,lecz Zayn mi to utrudniał opierając się o futrynę.
-Przesuń się.-powiedziałam.
-O proszę księżniczka umie mówić.Myślałem,że straciłaś po tym jak krzyczałaś moje...
-Zamknij się i mnie przepuść.-zaczęłam się pchać by przejść,kiedy mi się udało szybko pobiegłam do drzwi by móc stamtąd jak najszybciej wyjść.
***koniec retrospekcji*** 
Do dziś się zastanawiam czy między nami coś się wydarzyło czy on kłamał.Dobra koniec Perrie.Jesteś na Fidżi,nie marnuj tych wspaniałych wakacji i nie siedź w łazience.Kiedy zeszłam na dół w jadalni wszyscy już siedzieli i jedli śniadanie.
-Myśleliśmy,że już nie zejdziesz,a Jess znów chciała cię oblać.-powiedział Austin gdy mnie zobaczył.
-Przepraszam zasiedziałam się.-odpowiedziałam i poszłam nałożyć sobie jedzenie.Wybrałam naleśniki z sosem klonowym i sok pomarańczowy.Wróciłam do stolika i usiadłam koło Demi i Jaia,który swoją drogą chyba polubił Cat z wzajemnością.Gdy zjedliśmy,poszliśmy do pokoi przebrać się na plaże.Ja dzieliłam pokój z Demi i Cat,Jess z Austinem i bliźniacy razem.Po trzydziestu minutach byliśmy na plaży,rozłożyliśmy ręczniki.Jess,Austin,Cat,Jai i Luke poszli do wody,a my z Demi zostałyśmy.
-Gdzie idziesz na studia?-spytał Demi.
-Wysłałam papiery do Yale i Columbi,a ty?
-Dostałam stypendium w Juilliardzie,ale nie wiem czy chce tam iść.
-Dems,dlaczego?Wiesz ile osób marzy by tam pójść,a oni ci dają jeszcze stypendium.Po prostu żyć,a nie umierać.
-Ale to jest aż za oceanem,a nie chcę zostawiać tu Joego.
-Jak kocha to poczeka.-powiedziałam i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra,idziemy do nich?
-Ok,a może pójdziemy poserfować?
-Ale ja nie umiem.
- Pezz,ja też,ale po co są instruktorzy.
-Ok,chodź zapytamy resztę.-powiedziałam i weszłyśmy do wody.Oczywiście gdy chłopaki nas zobaczyli,że przyzwyczajamy się do temperatury wody od razu do nas podbiegli.
-O Pezzi,kochanie chodź tu do mnie na przytulaska.-krzyczał Luke i biegł do mnie.
-Nie,spadaj.-zaczęłam uciekać-Jeśli mnie zmoczysz,obiecuję zabiję cię.
-Nie zrobisz tego,zbyt mocno mnie kochasz.-powiedział i wziął mnie na ręce i wszedł do wody.

~The Last Song~
-Luke,błagam puść mnie.-zaczęłam piszczeć.-Zrobię wszystko,ale zostaw mnie.-prosiłam.
-Dobrze,ale chcę,żebyś skoczyła ze mną z najwyższego klifu na tej wyspie.-powiedział,a na jego twarz wkradł się złośliwy uśmiech.
-Nie ma mowy,dobrze wiesz,że mam lęk wysokości.
-Ale to jest mój warunek inaczej ci puszczę.
-Dobra,zrobię to.Przysięgam,ale mnie puść.-zanim się zorientowałam byłam pod wodą,ze złości pociągnęłam tego debila za mną.Otworzyłam pod wodą oczy i zauważyłam,że chłopak się na mnie patrzy i w tym momencie poczułam nie wyobrażalną chęć pocałowania go.Nie myśląc za wiele zrobiłam to.
 
Gdy wypłynęliśmy reszta grała w piłkę i nawet nie zwróciła na nas uwagi.
-Luke,ja przepraszam.
-Perrie nic się nie stało.
-Ale,nie chcę by coś się między nami popsuło jako przyjaciółmi.
-Nie martw się.-odpowiedział,pocałował mnie w policzek i poszedł do reszty grać.Gdy wyszliśmy z wody,położyliśmy się na ręcznikach mój telefon zabrzęczał.
"Ładnie to się tak całować z moim przyjaciele?Ja cię kocham,a ty łamiesz mi serce.Chyba gustujesz w Lukach,ale nie martw się niedługo tego pożałujesz.Twój na zawsze L"
Zaczęłam się nerwowo rozglądać i nagle zobaczyłam...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 24

Piszczałam,a Jai nic sobie z tego nie robił.Czy on chce nas zabić?Przed nami znajduje się urwisko.Już rozumiem dlaczego ta droga jest oficjalnie zamknięta.
-Jai,błagam zatrzymaj się!Jai!-krzyczałam,a ten kretyn przyspieszał,nawet nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy.Kiedy byliśmy może 50 metrów przed urwiskiem,Jai nacisnął hamulec i stanęliśmy.-Debilu mogłeś nas zabić.Dlaczego to zrobiłeś?I po co tu przyjechaliśmy?
-Nie zabiłby nas,Pezz spokojnie to był tylko żart.-powiedział i przytulił mnie na przeprosiny.-A jesteśmy tu by pokibicować Lukowi.-i zaczął prowadzić mnie w stronę pobocza,gdzie znajdowały się schody.Nie pytam kto je tam zrobił.
-A w czym on bierze udział?
-Będzie się ścigał.-odpowiedział,a moje serce przestało pracować.Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.Głośna muzyka,pijani ludzie,głos z megafonu,warkot motorów,a potem zapach dymu i głos pogotowia,że im przykro,ale nic nie da się zrobić.
-W porządku?-pyta Jai,przywracając mnie do rzeczywistości.
-Ta,jasne.-odpowiadam i wchodzimy na dużą polanę,chłopak rozgląda się pewnie w poszukiwaniu brata,a ja idę za nim,jednocześnie próbuje ominąć wszystkich pijanych gości.
-"Zapraszamy wszystkich zawodników"-mówi głos z głośnika,Jai łapie mnie za rękę i ciągnie do miejsca startu.-"Trzy,dwa,jeden,start!"-i wszyscy ruszają,a ja próbuję wypatrzeć Luka.Widzę go.Chłopak wysuwa się na prowadzenie.Gdy zawodnicy wracają Luke jest na prowadzeniu,kiedy przejeżdża przez linie mety,czuję ulgę.
   
Nawet nie zdawałam sobie sprawy,że przez cały wyścig zaciskałam nerwowo dłonie.Luke zatrzymał się,a Jai podbieg do niego i całuje go w policzek,na co zaczynam się śmiać.
-Kocham cię,bracie.-dla niektórych mogło by się to wydawać dziwne,ale według mnie to słodkie.
Podchodzę do nich,a oni są tak zajęci rozmową,że nawet mnie nie zauważają.
-Gratuluję.-mówię,a oni dopiero teraz mnie zauważają.
-O cześć,dzięki.-uśmiecha się do mnie.-Widzę,że mój brat przyprowadził swoją dziewczynę.
-O widzę,że mała,biedna Perrie znalazła sobie już pocieszenie.-słyszę głos Zayna.
-Co ty tu robisz?-syczę przez zaciśnięte zęby,bo cały czas czuję do niego złość za to,że mnie wykorzystał.
-Przyszedłem na wyścigi,a gdy ci zobaczyłem stwierdziłem,że może masz ochotę dokończyć to co zaczęliśmy na imprezie u Leai.-mówi,a we mnie zaczyna się buzować.
 C. Accola | via Tumblr
-Jasne,z wielką chęcią,ale jest jeden malutki problem ty masz dziewczynę,więc może z nią sobie dokończy kretynie.-mówię i odwracam się do bliźniaków.-Jai odwiedziesz mnie do domu.
-Jasne,chodź.-odpowiada i kiwa na pożegnanie do Luka.
-Do zobaczenia,Perrie.-krzyczy Zayn,a ja pokazuję mu środkowy palec.Wsiadamy do auta i przez całą drogę w aucie panuje cisza.Żegnam się z chłopakiem i wchodzę do domu i od razu kieruję się do łazienki.Biorę prysznic i zaczynam się szykować na imprezę,bo została mi niecała godzina do wyjścia.Maluję się,włosy postanawiam zostawić rozpuszczone,ubieram się i wychodzę z łazienki.
Wychodzę z domu,wsiadam do samochodu i jadę po Jess.Mama pojechała na festiwal filmowy do Cannes,robić reportaże i ma jej nie być jeszcze przez 4 dni.Z ojcem nie gadałam od dwóch miesięcy,z tego co się orientuję to jego nowa laska jest w ciąży i razem planują się przeprowadzić do Los Angeles.
-Hej Pezzi.-mówi Jess kiedy wsiada.
-Hej.-odpowiadam i ruszam.-Nie zgadniesz kogo dziś spotkałam.-dostaję smsa.-Odczytasz?-pytam.
-Jasne.A kogo spotkałaś?
-Zayna.
-O cholera.-mówi Jess.
-Wiem mi też się ten fakt nie podoba.
-Nie o to mi chodzi.Posłuchaj."Dziś się spotkamy.Czekaj na mnie nad basenem o 23.15.Kocham L."
-No nie,a już myślałam,że dał sobie spokój.-mówię i wysiadam.
-Masz zamiar się z nim spotkać?Proszę.
-Chyba tak.W końcu poznam prawdę.-odpowiadam i sprawdzam godzinę na telefonie.22:30.Ok zostało mi 45 min.Wchodzimy do środka.Idę do kuchni po drinka,po drodze mijam osoby w różnym stanie,nie które są trzeźwe,a inne ledwo trzymają się na nogach.Jak oni to robią,impreza się dopiero zaczęła?W kuchni spotykam Santanę.Zaczęłyśmy rozmawiać,kiedy sprawdzam jest 23.09.Przepraszam ją i idę w kierunku basenu.
-Hej Pezzie,zatańczysz?-pyta nagle Luke,waham się przez chwilę,ale postanawiam to zrobić,bo mam jeszcze trochę czas,a jeden taniec mnie nie zbawi.
-Jasne-odpowiadam,kiedy to mówię piosenka zmienia się na wolną.Kładę ręce na jego kark,a on na moje biodra.Muszę przyznać,że chłopak używa bardzo ładnych perfum.Kołyszemy się w rytm muzyki,a ja cały czas staram się obserwować wejście na taras.Nagle drzwi się uchylają i staje w nich...
Love

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 23

Przecież ten motor należy do Luka,ale to niemożliwe przecież widziałam jak płoną.Czy ja mam jakieś omamy?Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i potrząsa.
-Co?-pytam,nie odrywając wzroku od pojazdu.
-Strasznie zbladłaś.Coś się stało?-spytał Austin.
-Tak,znaczy nie,znaczy nie wiem.Boże Austin widzisz ten motor?Przecież on należy do...
-Do Luka.-odpowiada Jai,a ja jestem w szoku.
-A ty skąd wiesz przecież nie masz prawa go znać?On zginął zanim się tu pojawiłeś.-zaczynam krzyczeć,choć sama nie rozumiem dlaczego,przecież on nic nie zrobił.
-Nie Luke żyje.Chodź udowodnię ci to.-mówi i ciągnie mnie w stronę zaparkowanego ścigacza.Gdy podchodzimy osoba stoi do nas tyłem,wciąż w kasku.Zaczynam się denerwować,bo jeśli to naprawdę jest Luke to na kogo pogrzebie byłam i po kim miałam żałobę.-Siema Luke.-mówi Jai,a chłopak się odwraca i zdejmuje kask,a ja jestem w szoku.-Perrie poznaj mojego brzydkiego bliźniaka Luka.
-Cioto jesteśmy tacy sami.-mówi Luke.-Hej,jestem Luke,a ty pewnie Perrie,o której mój brat cały czas nawija.-mówi na co dostaję kuksańca od Jaia,a ja mam ochotę zapaść się pod ziemie jak mogłam myśleć,że to będzie ten Luke,mój Luke.
 
-Miło cię poznać.-odpowiadam.-Skąd masz ten motor?-pytam,bo moja ciekawość nie daje mi spokoju.
-Yyy...od kumpla.A co?
-A nic takiego pewnie to przypadek,ale mój chłopak miał taki sam.Tylko jego spłonął.
-No pewnie.-mówi Jai.-A teraz stary po co tu przyjechałeś?-zwraca się do Luka.
-Przyjechałem ci powiedzieć,że dziś są wyścigi.A poza tym chciałem poznać laskę,w której się zakochałeś o imieniu Perrie.
-Oj zamknij się przecież ci mówiłem,że ona jest tylko przyjaciółką.
-Idę poszukać Jess.-mówię i odchodzę.-A Luke miło było cię poznać.Pa.-idąc w stronę szkoły słyszę jak Jai krzyczy na Luka.Muszę przyznać,że już go lubię.Idę na boisko gdzie odbywa się zakończenie.Znajduję Jess i Austina,którzy zajęli mi miejsce.Po 5 minutach dyrektor Hale,zaczyna swoją gadaninę,a następnie wyczytuje wszystkich maturzystów.Każdy mówi parę słów i schodzi.
-Perrie Edwards.-wstaję i wchodzę na scenę.-Gratuluję.-dyrektor wręcza mi świadectwo.
-Dziękuję.-mówię w stronę dyrektora Hale-Cześć wszystkim.Chciałabym wszystkim wam pogratulować.Dla nas wszystkich było to trudny rok:mnóstwo nauki,wybieranie uczelni,stres związany z egzaminami.Teraz możemy już odetchnąć.Za parę chwil opuścimy mury tej szkoły i rozejdziemy się w różne strony.Mam nadzieje,że każdy z nas zapamięta licealny czas jako coś dobrego,jako rzecz,która była jak sen.Pomimo tego całego stresu,czasami paru jedynek To tu zawiązywaliśmy przyjaźnie,zaczęliśmy rozumieć co to prawdziwa miłość i jakie rzeczy powinny być dla nas ważne.Dziękuję.-gdy skończyła,zeszłam ze sceny i wróciłam na miejsce.Zakończenie trwało jeszcze jakieś 30 minut.Po uroczystości wszyscy stali i żegnali się i robili sobie ostatnie zdjęcia przed budynkiem.
-Perrie.-usłyszałam kiedy rozmawiałam z Jade,Jess i Leigh-Ann,odwróciłam się i ujrzałam Santanę.-Możemy pogadać.
-Jasne.
-Perrie ja chciałam cię przeprosić.-zaczęła,a mnie zszokowało.-Zachowywałam się jak skończona idiotka,ale to dlatego,że zanim Luke cie poznał był moim przyjacielem,a kiedy się pojawiłaś zaczął mnie olewać i to ty stałaś się jego numerem jeden.Jednym słowem można powiedzieć,że byłam zazdrosna za co cię najmocniej przepraszam..
-Och Santana,ja nie wiedziałam,że wy się przyjaźniliście.Ja też przepraszam.Można powiedzieć,że zabrałam ci przyjaciela i za te wszystkie plotki,które o tobie rozpowiadałam.-powiedziałam,a Santana mnie przytuliła.  
SHE
-Dziękuję,nie myślałam,że będziesz chciała ze mną gadać,a tym bardziej mi wybaczysz.
-No widzisz cuda się zdarzają.-powiedziałam i obje wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra ja już muszę jechać do domu,ale widzimy się na imprezie u Chucka?
-Tak,jasne.Do zobaczenia.-powiedziała,a ja poszłam do samochodu Jaia wcześniej żegnając się z Jess i Austinem.Gdy wsiadłam chłopak włączył silnik i ruszył.
-Czy ja dobrze widziałem,że ty i królowa lodu się przytulałyście?
-Tak podeszła do mnie i mnie przeprosiła,i teraz jest już wszystko ok.
-Wow dziwne.
-Co nie?No ale to dobrze bo nie chciałam kończyć szkoły z nie wyjaśnionymi sprawami..
-Dobra ok.To gdzie teraz jechać?-spytał.
-Do domu.Musze się przygotować na imprezę.
-Ok,no to kierunek dom.-jechaliśmy przez las,bo Jai stwierdził,że muszę zobaczyć jakieś graffiti na obrzeżach Londynu.
-Jai uważaj!- krzyknęłam,a potem...