poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 6

-Jessica,to dzwoni Santana.-odpowiadam.
Santana Anderson to przyjaciółka z dzieciństwa i była dziewczyna Luka,która jest o mnie strasznie zazdrosna.Nienawidzi mnie,bo chyba ona cały czas go kocha,a poza tym pani Gilbert uważa,że Santana jest idealną dziewczyną dla jej syna.
-Halo.-odbieram.
-Cześć Perrie tu Santana.Jak mogłaś go zabić?Jesteś morderczynią.Już ja dopilnuje byś spędziła za kratami całe życie.-krzyczy.-Nie rozumiem co on w tobie widział,jesteś nikim.Ja jestem od ciebie o wiele lepsza.-prowadziła swój monolog.Wyłączyłam się w połowie i zaczęłam ją udawać.Co rozbawiło strasznie Jess.
-Dobra Santana,mam dość odwal się ode mnie.Najwyraźniej to ja jestem od ciebie lepsza skoro Luke był moim chłopakiem,a nie twoim.Nie do usłyszenia.-powiedziałam i się rozłączyłam.
-Co za idiotka!Jak ona śmie.Skoro jest taka fajna i niesamowita to niech założy swój kościół.-stwierdziła Jess.
-Chyba nikt by tej wiary nie wyznawał.Dobra koniec,idziemy spać.Dobranoc.-powiedziałam i położyłam się do łóżka.
-Branoc Pezzi.
                                                            *  *  *  *  *
Następnego dnia gdy się obudziłam zegarek pokazywał,że jest 11.28.Gdy przekręciłam się by zobaczyć czy Jess już wstała zobaczyłam karteczkę."Pezzi,poszłam do szkoły,bo mam poprawę z chemii.Zadzwonię po szkole.Całuję,Jessica." Wstałam poszłam do łazienki,zrobiłam delikatny makijaż,uczesałam się i ubrałam.
Gdy zeszłam na śniadanie zobaczyłam kolejną karteczkę.BOŻE jeśli dziś dostane jeszcze jedną karteczkę oszaleję."Kochanie pojechałam do Dubaju.Wrócę za dwa tygodnie.W szkole masz zwolnienie na dwa tygodnie.Kocham mama".Serio zostawiła mnie na dwa tygodnie.Zjadłam jajecznicę i postanowiłam pójść na zakupy.
Po 20 minutach jazdy byłam już pod centrum.Poszłam najpierw do Claire's po nową obudowe do mojego iphona,potem do innych sklepów.Gdy obeszłam już całą galerie stwierdziłam,że pójdę na kawę do Starbucksa na kawę.Podeszłam do kasy by zamówić,a tam stał przystojny kelner,miał na oko 21 lat.
-Cześć,jestem Josh,a ty?Co chcesz zamówić piękna?
-Cześć,jestem Perrie.Po proszę Mocha Cookie Crumble.
    Josh
-Ok już się robi.-powiedział i zabrał się do robienia kawy,a ja poszłam zająć stolik.Po jakiś 5 minutach przeszedł Josh.-Proszę,piękna.Chciała byś wyjść dziś do klubu?-spytał
-Przepraszam Josh.Musze odmówić my się w ogóle nie znamy,a poza tym ja mam chł...-chciałam powiedzieć chłopaka,a w moich oczach od razu pojawiły się łzy.
-Ok rozumiem,jak się zdecydujesz czekam w klubie Galaxy o 20,a tu masz mój numer.Kawa na koszt firmy.Do zobaczenia.-powiedział i poszedł.Wzięłam kartkę co zostawił na stoliku i schowałam na stoliku.Może powinnam pójść,nie chcę siedzieć sama w domu Dopiłam kawę i postanowiłam wracać do domu.Gdy weszłam do domu była 18.30.Wyjęłam z portfela numer i wpisałam do telefonu,a następnie napisałam sms-a do Josha.
"Jeśli to nadal aktualne to chętnie pójdę do klubu.Perrie."
"Oczywiście,że aktualne.Do zobaczenia xoxo Josh."
Gdy skończyliśmy pisać poszła się szykować wybrałam coś odważnego,bo dziś wieczór chcę mocno zaszaleć.

Gdy skończyłam była 19.20 zamówiłam taksówkę i pojechałam do klubu.O równej 20 stałam pod wejściem do Galaxy i zobaczyłam idącego w moją stronę Josha i jakąś dziewczynę.Gdy Josh mnie zobaczył podszedł do mnie i na przywitanie pocałował w policzek.
-Cześć,Perrie poznaj moją kuzynkę Danielle,a Danielle poznaj moją koleżankę Perrie.-przedstawił nas Josh
-Hej miło mi cię poznać.-wyciągnęłam rękę w stronę mulatki.
-Cześć mi ciebie również.
-To co dziewczyny dziś idziemy zaszaleć,co?-spytał Josh
-Janę,chodźmy.-weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do baru.Zamówiliśmy sobie par drinków i poszliśmy na parkiet.Przez to,że alkohol buzował w moim organizmie,mój taniec przyciągał uwagę.
Kiedy poszłam do baru po kolejnego drinka podeszła do mnie Danielle.
-Perrie miło było cię poznać.Ja już będę szła,bo jutro rano mam pracę,a poza tym mój chłopak pewnie się martwi.
-Ok,mi też miło.Dasz mi swój numer może się kiedyś wybierzemy na zakupy?
-Jasne,daj telefon to ci wpiszę.-podałam jej telefon-Ok to pa.
-Papa.-odpowiedziałam i ruszyłam kolejny raz na parkiet.

 
Szaleliśmy z Joshem jeszcze parę godzin.Nagle Josh zaproponował byśmy poszli do łazienki.Zgodziłam się.Gdy przekroczyliśmy próg męskiego kibla,Josh sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął narkotyki.Na początku nie chciałam,ale namówił mnie.Nasypał sobie na dłoń i podstawił mi ją pod nos.
Od razu poczułam się,lepiej.Josh również wciągnął,a następnie zaczął się do mnie przybliżać,złapał mój podbródek i podniósł go do góry.Jego twarz zaczęła się niebezpiecznie zbliżać i stało się zaczęliśmy się całować.
Całowaliśmy się,a ja w głowie usłyszałam głos Luka wołający mnie.Natychmiast oderwałam się od Josha,walnęłam go w twarz i zaczęłam uciekać.Gdy wybiegłam z męskiej łazienki,na kogoś wpadłam i upadłam na podłogę.
-Przepraszam nie chciałam.Zapatrzyłam się.-podniosłam oczy do góry i zobaczyłam...
















1 komentarz:

  1. "Skoro jest taka fajna i niesamowita to niech założy swój kościół"-najlepszy tekst ever :D Perrie trochę przyszalała .W sumie się nie dziwię, nie ma to jak dostać karteczkę od mamy, ze wyjeżdża na 2 tygodnie. Rozdział ,oczywiście jak zwykle super. Obstawiam ,że wpadła na Zayna ale coś mi mówi ,że jednak zaskoczysz. Uwielbiam jak piszesz i czekam na następny rozdział.<3

    OdpowiedzUsuń