Gdy zaczęłam się uspokajać do pokoju weszli rodzice Luka.
-Dzień dobry państwu.Tak mi przykro,ja nie chciałam iść na te wyścig.Luke zabrał mnie tam jako niespodziankę na walentynki.-zaczęłam się tłumaczyć przed panią Gilbert,ona nigdy mnie nie lubiła uważała,że zniszczyłam życie jej syna odkąd pierwszy raz mnie ujrzała.
-Perrie,to nie twoja wina Luke sam wsiadł na ten motor.-pan Gilbert podszedł i mnie przytulił-Znam go lepiej niż ktokolwiek i wiem,że jest strasznie uparty,więc to nie twoja winna.
Gdy odszedł tata Luka podeszła do mnie jego mama.
-Ty kretynko,to tylko i wyłącznie twoja wina.Popamiętasz mnie do końca swojego marnego życia to ty powinnaś siedzieć na tym motorze.Luki miał całe życie przed sobą,a ty mu je odebrałaś.-powiedziała i spoliczkowała mnie.
-Proszę natychmiast stąd wyjść,ale wezwę ochronę.-wtrąciła się pani Bass,a pani Gilbert odwróciła się i wyszła.
-Adam idziemy.-krzyknęła.Pan Gilbert podszedł do mnie i jeszcze raz przytulił.
-Przepraszam cię kochanie za nią.Ona wcale nie chciała tego powiedzieć jest zrozpaczona i powiedziała to pod wpływem impulsu.Do widzenia.A i jeszcze jedno to nie jest twoja wina,więc już nie rozpaczaj i uśmiechnij się.-próbował mnie pocieszyć pan Adam.
-Do widzenia.-odpowiedziałam i na jego prośbę uśmiechnęłam się przez łzy.Drzwi jeszcze nie zdążyły się zamknąć,a do pokoju weszli moi rodzice i oboje mnie przytulili.Tkwiłam z mamą w uścisku,a tata poszedł załatwić z policjantami bym mogła pojechać do domu.Po chwili wrócił i oznajmił,że wracamy do domu.Gdy jechaliśmy zabrałam głos.
-Przepraszam,że zepsułam wam romantyczną randkę.-powiedziałam,ale już nie płakałam,bo jeszcze na komendzie podali mi środki uspakajające.
-Kochanie,ty jesteś ważniejsza niż kolacja.-odpowiedzieli,ale ja i tak miałam wyrzuty sumienia.Kiedy dojechaliśmy do domu.Pobiegłam do siebie do pokoju,ale gdy przekroczyłam próg pokoju,zobaczyłam wielkie zdjęcie przedstawiające mnie i Luka.I wtedy chyba lekki przestały działać.
Postanowiłam pójść się wykąpać nalałam sobie gorącej wody do wanny.Weszłam do wanny w pomieszczeniu było przyciemnione światło,bym mogła się odprężyć.Lecz gdy tylko zamykałam oczy widziałam płonący motor,czułam zapach dymu i wydawało mi się,że słyszałam krzyki i piski Luka.Miałam dość nie chciałam żyć bez niego jego głupich pomysłów,żartów oraz romantycznych niespodzianek. Kochałam go. Pamiętam jak zapytał się czy będę jego dziewczyną w trzeciej klasie gimnazjum.Wtedy miałam wątpliwości,ponieważ on był popularny,przystojny i wszystkie dziewczyny do niego mdlały,a ja byłam zwykłą dziewczyną,nieśmiałą,która nie lubiła poznawać nowych ludzi,ale gdy byliśmy razem zmieniał się zyskałam pewność siebie oraz zrozumiałam,że najważniejsze jest to by akceptować samego siebie,bo jeśli my się akceptujemy to inni też nas nie będą akceptować.
Z moich przemyśleń wyrwało mnie walenie do drzwi łazienki.
-Córciu,jesteś tam?Kochanie proszę odezwij się.-krzyczała mama,a w jej głosie słyszałam desperacje.Martwiła się o mnie.
-Mamo wszystko w porządku,przepraszam zamyśliłam się.-zapewniłam rodzicielkę.
Woda zrobiła się już chłodna,więc postanowiłam wyjść.Wyszłam z wanny zawinęłam się ręcznikiem,wytarłam i przebrała się w piżamę,czyli majtki i koszulkę Luka.Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam,że na moim łóżku siedzi zapłakana mama,a w ręku trzyma jakąś kopertę.Mama nigdy nie płacze jest silną kobietą,a gdy płacze nie chce by ktoś ją widział.
-Mamuś,co się stało?Co to za koperta?-zapytałam.
-Pezzi,kochanie to jest list od...
Serio?! Musiałaś przerwać w takim momencie!?Strasznie jestem ciekawa od kogo ten list obstawiam ,że od Luka ale coś mi się wydaje ,że jednak mnie zaskoczysz. A jak nie to na pewno nie jestem w stanie sobie wyobrazić treści tego listu. Tak czyś jak rozdział jak zwykle rewelacja. Wspominałam, że kocham tego bloga? Czekam z niecierpliwością na następny :D
OdpowiedzUsuń