-Perrie,obudź się.-słyszę z krainy snów irytujący głosik.-Pezz,wstawaj już 11.-mruczę coś w stylu by dali mi spokój i obracam się na drugi bok.-Dobra sama tego chciałaś.-mówi Jess i wychodzi z mojego pokoju.Ha wygrałam.Odpływam z powrotem do krainy morfeusza gdy czuję wodę,która na mnie leci.
-Jessica,zwariowałaś?-pytam wściekła-Przecież zaraz bym wstała.
-Ta,ja znam te twoje zaraz.Szykuj się za 20 minut idziemy na plaże.-mówi i wychodzi,powoli się podnoszę i idę do łazienki się przebrać w kostium.No tak zapomniałam wspomnieć,jestem na Fidżi z Jess,Austinem,Jaiem,Cat,Lukiem i Demi.Od imprezy minął tydzień.Muszę przyznać,że od tamtego czasu nie dostałam żadnej wiadomości od tajemniczego L.
***impreza***
-Przepraszam,muszę iść.-poszłam w stronę tarasu,kiedy wyszłam na dwór okazało się,że jest tam sporo osób.Zaczęłam się rozglądać,kiedy nagle zawibrował mój telefon "Ślicznie wyglądasz,jestem przy czwartym leżaku od drzwi.L" Po przeczytaniu poszłam do czwartego leżaka,ale zamiast osoby znalazłam kartkę.Otworzyłam kartkę,a tam zobaczyłam moje zdjęcie,które Luke kiedyś mi zrobił na jednej z imprez z podpisem na dole dopisanym markerem."NA ZAWSZE".Przestraszyłam się,wróciłam do środka i poszłam do baru.Chyba musiałam dużo wypić,bo urwał mi się film i niczego nie pamiętam.Następnego dnia gdy się obudziłam okazało się,że nie jestem u siebie w pokoju na dodatek leżałam tylko w bieliźnie.Szybko wstałam,czego zaraz pożałowałam,bo zakręciłam mi się w głowie,rozejrzałam się i na fotelu w rogu znalazłam swoje ubrania,podeszłam do nich by się ubrać.
-O widzę,że księżniczka już wstała.-usłyszałam głos,którego już nigdy nie chciałam słyszeć,gdy zakładałam spódnicę.-Już idziesz?-zapytał,a ja olałam jego pytanie szukając bluzki.-Jakoś w nocy byłaś bardziej wygadana.-kiedy znalazłam to czego szukałam,ubrałam się wzięłam torebkę i chciałam wyjść,lecz Zayn mi to utrudniał opierając się o futrynę.
-Przesuń się.-powiedziałam.
-O proszę księżniczka umie mówić.Myślałem,że straciłaś po tym jak krzyczałaś moje...
-Zamknij się i mnie przepuść.-zaczęłam się pchać by przejść,kiedy mi się udało szybko pobiegłam do drzwi by móc stamtąd jak najszybciej wyjść.
***koniec retrospekcji***
Do dziś się zastanawiam czy między nami coś się wydarzyło czy on kłamał.Dobra koniec Perrie.Jesteś na Fidżi,nie marnuj tych wspaniałych wakacji i nie siedź w łazience.Kiedy zeszłam na dół w jadalni wszyscy już siedzieli i jedli śniadanie.
-Myśleliśmy,że już nie zejdziesz,a Jess znów chciała cię oblać.-powiedział Austin gdy mnie zobaczył.
-Przepraszam zasiedziałam się.-odpowiedziałam i poszłam nałożyć sobie jedzenie.Wybrałam naleśniki z sosem klonowym i sok pomarańczowy.Wróciłam do stolika i usiadłam koło Demi i Jaia,który swoją drogą chyba polubił Cat z wzajemnością.Gdy zjedliśmy,poszliśmy do pokoi przebrać się na plaże.Ja dzieliłam pokój z Demi i Cat,Jess z Austinem i bliźniacy razem.Po trzydziestu minutach byliśmy na plaży,rozłożyliśmy ręczniki.Jess,Austin,Cat,Jai i Luke poszli do wody,a my z Demi zostałyśmy.
-Gdzie idziesz na studia?-spytał Demi.
-Wysłałam papiery do Yale i Columbi,a ty?
-Dostałam stypendium w Juilliardzie,ale nie wiem czy chce tam iść.
-Dems,dlaczego?Wiesz ile osób marzy by tam pójść,a oni ci dają jeszcze stypendium.Po prostu żyć,a nie umierać.
-Ale to jest aż za oceanem,a nie chcę zostawiać tu Joego.
-Jak kocha to poczeka.-powiedziałam i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.-Dobra,idziemy do nich?
-Ok,a może pójdziemy poserfować?
-Ale ja nie umiem.
- Pezz,ja też,ale po co są instruktorzy.
-Ok,chodź zapytamy resztę.-powiedziałam i weszłyśmy do wody.Oczywiście gdy chłopaki nas zobaczyli,że przyzwyczajamy się do temperatury wody od razu do nas podbiegli.
-O Pezzi,kochanie chodź tu do mnie na przytulaska.-krzyczał Luke i biegł do mnie.
-Nie,spadaj.-zaczęłam uciekać-Jeśli mnie zmoczysz,obiecuję zabiję cię.
-Nie zrobisz tego,zbyt mocno mnie kochasz.-powiedział i wziął mnie na ręce i wszedł do wody.
-Luke,błagam puść mnie.-zaczęłam piszczeć.-Zrobię wszystko,ale zostaw mnie.-prosiłam.
-Dobrze,ale chcę,żebyś skoczyła ze mną z najwyższego klifu na tej wyspie.-powiedział,a na jego twarz wkradł się złośliwy uśmiech.
-Nie ma mowy,dobrze wiesz,że mam lęk wysokości.
-Ale to jest mój warunek inaczej ci puszczę.
-Dobra,zrobię to.Przysięgam,ale mnie puść.-zanim się zorientowałam byłam pod wodą,ze złości pociągnęłam tego debila za mną.Otworzyłam pod wodą oczy i zauważyłam,że chłopak się na mnie patrzy i w tym momencie poczułam nie wyobrażalną chęć pocałowania go.Nie myśląc za wiele zrobiłam to.
Gdy wypłynęliśmy reszta grała w piłkę i nawet nie zwróciła na nas uwagi.
-Luke,ja przepraszam.
-Perrie nic się nie stało.
-Ale,nie chcę by coś się między nami popsuło jako przyjaciółmi.
-Nie martw się.-odpowiedział,pocałował mnie w policzek i poszedł do reszty grać.Gdy wyszliśmy z wody,położyliśmy się na ręcznikach mój telefon zabrzęczał.
"Ładnie to się tak całować z moim przyjaciele?Ja cię kocham,a ty łamiesz mi serce.Chyba gustujesz w Lukach,ale nie martw się niedługo tego pożałujesz.Twój na zawsze L"
Zaczęłam się nerwowo rozglądać i nagle zobaczyłam...
Ale się dzieje! Ciekawi mnie czy doszło do czegoś pomiędzy Perrie a Zaynem. I znowu ten "L" kto to jest? Jestem strasznie ciekawa kogo zobaczyła Perrie. Bardzo fajnie dobierasz gify ;-) rozdział jak zwykle cudowny. Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuń