poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 24

Piszczałam,a Jai nic sobie z tego nie robił.Czy on chce nas zabić?Przed nami znajduje się urwisko.Już rozumiem dlaczego ta droga jest oficjalnie zamknięta.
-Jai,błagam zatrzymaj się!Jai!-krzyczałam,a ten kretyn przyspieszał,nawet nie zauważyłam kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy.Kiedy byliśmy może 50 metrów przed urwiskiem,Jai nacisnął hamulec i stanęliśmy.-Debilu mogłeś nas zabić.Dlaczego to zrobiłeś?I po co tu przyjechaliśmy?
-Nie zabiłby nas,Pezz spokojnie to był tylko żart.-powiedział i przytulił mnie na przeprosiny.-A jesteśmy tu by pokibicować Lukowi.-i zaczął prowadzić mnie w stronę pobocza,gdzie znajdowały się schody.Nie pytam kto je tam zrobił.
-A w czym on bierze udział?
-Będzie się ścigał.-odpowiedział,a moje serce przestało pracować.Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.Głośna muzyka,pijani ludzie,głos z megafonu,warkot motorów,a potem zapach dymu i głos pogotowia,że im przykro,ale nic nie da się zrobić.
-W porządku?-pyta Jai,przywracając mnie do rzeczywistości.
-Ta,jasne.-odpowiadam i wchodzimy na dużą polanę,chłopak rozgląda się pewnie w poszukiwaniu brata,a ja idę za nim,jednocześnie próbuje ominąć wszystkich pijanych gości.
-"Zapraszamy wszystkich zawodników"-mówi głos z głośnika,Jai łapie mnie za rękę i ciągnie do miejsca startu.-"Trzy,dwa,jeden,start!"-i wszyscy ruszają,a ja próbuję wypatrzeć Luka.Widzę go.Chłopak wysuwa się na prowadzenie.Gdy zawodnicy wracają Luke jest na prowadzeniu,kiedy przejeżdża przez linie mety,czuję ulgę.
   
Nawet nie zdawałam sobie sprawy,że przez cały wyścig zaciskałam nerwowo dłonie.Luke zatrzymał się,a Jai podbieg do niego i całuje go w policzek,na co zaczynam się śmiać.
-Kocham cię,bracie.-dla niektórych mogło by się to wydawać dziwne,ale według mnie to słodkie.
Podchodzę do nich,a oni są tak zajęci rozmową,że nawet mnie nie zauważają.
-Gratuluję.-mówię,a oni dopiero teraz mnie zauważają.
-O cześć,dzięki.-uśmiecha się do mnie.-Widzę,że mój brat przyprowadził swoją dziewczynę.
-O widzę,że mała,biedna Perrie znalazła sobie już pocieszenie.-słyszę głos Zayna.
-Co ty tu robisz?-syczę przez zaciśnięte zęby,bo cały czas czuję do niego złość za to,że mnie wykorzystał.
-Przyszedłem na wyścigi,a gdy ci zobaczyłem stwierdziłem,że może masz ochotę dokończyć to co zaczęliśmy na imprezie u Leai.-mówi,a we mnie zaczyna się buzować.
 C. Accola | via Tumblr
-Jasne,z wielką chęcią,ale jest jeden malutki problem ty masz dziewczynę,więc może z nią sobie dokończy kretynie.-mówię i odwracam się do bliźniaków.-Jai odwiedziesz mnie do domu.
-Jasne,chodź.-odpowiada i kiwa na pożegnanie do Luka.
-Do zobaczenia,Perrie.-krzyczy Zayn,a ja pokazuję mu środkowy palec.Wsiadamy do auta i przez całą drogę w aucie panuje cisza.Żegnam się z chłopakiem i wchodzę do domu i od razu kieruję się do łazienki.Biorę prysznic i zaczynam się szykować na imprezę,bo została mi niecała godzina do wyjścia.Maluję się,włosy postanawiam zostawić rozpuszczone,ubieram się i wychodzę z łazienki.
Wychodzę z domu,wsiadam do samochodu i jadę po Jess.Mama pojechała na festiwal filmowy do Cannes,robić reportaże i ma jej nie być jeszcze przez 4 dni.Z ojcem nie gadałam od dwóch miesięcy,z tego co się orientuję to jego nowa laska jest w ciąży i razem planują się przeprowadzić do Los Angeles.
-Hej Pezzi.-mówi Jess kiedy wsiada.
-Hej.-odpowiadam i ruszam.-Nie zgadniesz kogo dziś spotkałam.-dostaję smsa.-Odczytasz?-pytam.
-Jasne.A kogo spotkałaś?
-Zayna.
-O cholera.-mówi Jess.
-Wiem mi też się ten fakt nie podoba.
-Nie o to mi chodzi.Posłuchaj."Dziś się spotkamy.Czekaj na mnie nad basenem o 23.15.Kocham L."
-No nie,a już myślałam,że dał sobie spokój.-mówię i wysiadam.
-Masz zamiar się z nim spotkać?Proszę.
-Chyba tak.W końcu poznam prawdę.-odpowiadam i sprawdzam godzinę na telefonie.22:30.Ok zostało mi 45 min.Wchodzimy do środka.Idę do kuchni po drinka,po drodze mijam osoby w różnym stanie,nie które są trzeźwe,a inne ledwo trzymają się na nogach.Jak oni to robią,impreza się dopiero zaczęła?W kuchni spotykam Santanę.Zaczęłyśmy rozmawiać,kiedy sprawdzam jest 23.09.Przepraszam ją i idę w kierunku basenu.
-Hej Pezzie,zatańczysz?-pyta nagle Luke,waham się przez chwilę,ale postanawiam to zrobić,bo mam jeszcze trochę czas,a jeden taniec mnie nie zbawi.
-Jasne-odpowiadam,kiedy to mówię piosenka zmienia się na wolną.Kładę ręce na jego kark,a on na moje biodra.Muszę przyznać,że chłopak używa bardzo ładnych perfum.Kołyszemy się w rytm muzyki,a ja cały czas staram się obserwować wejście na taras.Nagle drzwi się uchylają i staje w nich...
Love

1 komentarz:

  1. Kto? Ja się pytam kto?! Nie można zostawiać ludzi w takiej niepewności. Rozdział oczywiscie świetny. Ciekawi mnie kto jest "L" i kto stoi w drzwiach. Nie spodziewałam się że Zayn pojawi się na wyscigu. Szkoda że jest go tak mało. Mam nadzieję że jakoś się pogodzą. Czekam z niecierpliwością na następny :-)

    OdpowiedzUsuń