Gdy wracałem z papierosa ktoś na mnie wpadł na spojrzałem na tajemniczą osobę.Zobaczyłem dziewczynę,od której nie mogłem oderwać oczu kiedy tańczyła i która była powodem dla którego pokłóciłem się z Leą.Już chciałem się przedstawić,ale zawołał mnie Harry,że z Lei ktoś się dobierał.Szybko pod biegłem do Hazzy.
-Gdzie ona jest?!-krzyknąłem.
-W damskiej łazience z El.-odpowiedział,a ja od razu pobiegłem tam.Gdy tylko otworzyłem drzwi zobaczyłem zrozpaczoną Leię,podszedłem do niej i ją przytuliłem.
-Kochanie nie płacz,już dobrze.Nic ci nie grozi jestem z tobą.Powiedz co się dokładnie stało?-szeptałem by uspokoić dziewczynę.
-Ja...przyszłam tu,a on wyszedł z jednej z kabin.Na początku stanął przy mnie i się na mnie patrzyła,a potem popchnął mnie na ścianę i...-tu jej głos się załamał i przytuliła mnie jeszcze mocniej-jego ręce był wszędzie,ja próbowałam walczyć,ale on był silniejszy.Potem weszła El i zaczęła krzyczeć o pomoc on się chyba przestraszył i uciekł.-dokończyła szlochając.
-Chodź wracajmy do domu.Eleanor przekażesz reszcie,że my wracamy do domu? -dziewczyna tylko kiwnęła głową i wyszła.Objąłem Leę i kierowałem się w stronę wyjścia gdzie czekał już na nas samochód.W drodze do domu Lea usnęła.Gdy dojechaliśmy wziąłem ją na ręce i zaniosłem do siebie do pokoju.Położyłem ją do łóżka sam zszedłem do salonu i zacząłem myśleć o cały wyjściu do klubu.To co stało się Lei jest moją winną gdybym wtedy nie gapił się na tą tańczącą laskę to Lea by nie poszła by do tej pieprzonej łazienki i nic by się nie stało.Muszę jej to wynagrodzić skoro jutro,a właściwie dziś są walentynki wynagrodzę jej to wszystko i udowodnię,że żadna inna dziewczyna mnie nie interesuje.Nagle poczułem,że moje powieki stają się strasznie ciężkie,więc wstałem i udałem się do sypialni.Gdy tylko się położyłem odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Perrie
Gdy dojechałam do domu na palcach by nie obudzić rodziców poszłam do siebie.Całą drogę myślałam o sytuacji z pod klubu.Skądś tego mulata kojarzyłam,ale nie mogłam skojarzyć skąd.Gdy tylko przekroczyłam próg swojego pokoju poszłam do łazienki,wzięłam prysznic,zmyłam makijaż i przeprałam się w piżamę,położyłam się do łóżka,a kiedy już usypiałam za wibrował mój telefon spojrzałam na wyświetlacz,a tam sms od Luka,że przyjedzie po mnie przed szkołą,a potem ma dla mnie niespodziankę.Ucieszyłam się,zablokowałam telefon i usnęłam.
Następnego ranka obudziłam się równo z budzikiem.Poszłam do łazienki zrobiłam delikatny makijaż,ubrałam się,a z włosów zrobiłam sobie koczka.
Gdy zeszła ma dół nikogo nie było,a na lodówce wisiała karteczka."Poszliśmy do pracy.Wrócimy koło 15.Całuski mama i tata".Zrobiłam sobie płatki z mlekiem,gdy zjadłam dostałam sms-a od Luka,że już czeka.Wzięłam plecak i wybiegłam z domu,a Luke czekał na swoim motorze.Założyłam swój kask i ruszyliśmy.Czy tylko mnie przeraża ta maszyna?

Po 20 minutach Luke zaparkował na parkingu przed szkołą.Zsiadłam,zdjęłam kask i poprawiłam włosy.Wcześniej nie mogłam,więc dopiero teraz pocałowałam go na przywitanie.
-Hej piękna.Tęskniłaś?Przepraszam za tą akcję wczoraj w klubie,byłem zazdrosny wybaczysz mi?-zapytał i zrobił minę kota ze Shreka.
-Hej,oczywiście.Wiesz,że nie umiem się na ciebie długo gniewać.Ja też przepraszam wczoraj mnie poniosło,ale czułam się olana.-odpowiedziałam.Gdy stanęliśmy przed moją szafką,wyjęłam książki od fizyki,pożegnałam się z Lukim,który miał teraz trening.I poszłam do sali 302.Weszłam do klasy i zobaczyłam,że Jess już jest i zajęła nam ławkę.
-Hej Jess,co tam u ciebie?
-Hej spoko,a u ciebie?Co się wczoraj stało,że tak szybko wybiegłaś z klubu?-zapytała.
-Pokłóciłam się z Lukiem zrobił mi scenę zazdrości,wściekłam się więc wyszłam,a wy co robiliście po tym jak poszłam?
-A nic takiego,tańczyliśmy,piliśmy,a potem Austin odwiózł mnie do domu.-odpowiedziała,ale przy sprawie z Austinem zarumieniła się.Jasne do domu,już rozumiem dlaczego się zarumieniła.
-Do domu naprawdę?-spytałam,a twarz Jess przybrała kolor buraka.

-Tak do domu przysięgam.-odpowiedziała,już chciałam coś powiedzieć,ale weszła nauczycielka.Wszystkie lekcje minęły bardzo szybko.Przez resztę dnia nie poruszałam tematu związanym z Jessicą i Austinem.Gdy po lekcjach wyszłam ze szkoły zobaczyłam Luka przy motorze podeszłam do niego i przytuliłam kiedy go dotknęłam poczułam,że na mój dotyk się cały napina.
-Luke,co jest?-spytałam.
-Nic wszystko w porządku.-wyczułam że kłamię,ale nie chciałam naciskać jak będzie chciał to mi powie.-Wsiadaj podwiozę cię do domu,a o 17 przyjeżdżam i zabieram cię w pewne miejsce.
-A gdzie?-moja ciekawość wzięła górę.
-Jak ci powiem to to nie będzie niespodzianka.-odpowiedział i podał mi kask.
Gdy wróciłam do domu była 14.53.Poszłam do kuchni odgrzać sobie obiad i usiadła na kanapie by go zjeść.Włączyłam gdzie akurat leciał mój ulubiony serial "Pretty Little Liars".Obejrzałam jeden i usłyszałam jak drzwi się otwierają i wchodzą do domu rodzice.
-Cześć wam,wychodzę o 17 z Lukiem na randkę.-poinformowałam rodziców.
-Hej skarbie-odpowiedzieli.
-My idziemy z mamą dziś wieczorem na kolację,a potem lecimy do Manchesteru i wrócimy dopiero jutro,więc cały dom masz dla siebie,ale Pezzi uważaj nie chce jeszcze zostać dziadkiem.-powiedział tata,a mnie zatkało.Wiem jestem już dorosła,ale to jest i tak dziwne jak tata porusza takie tematy.
-Tato,przestań.Idę się szykować.-odpowiedziałam i pobiegłam do siebie do pokoju.Weszłam do garderoby i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego,ale że nie wiedziałam gdzie mnie zabiera,więc musiałam zaryzykować.Mam przeczucie,że pójdziemy na kolację,albo do jakiegoś kina lub klubu.Po paru minutach wreszcie zdecydowałam się na coś seksownego.Włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam trochę odważniejszy makijaż niż rano.
Równo o 17 Luke puścił mi sygnał,że czeka pod domem.Zbiegłam na dół po schodach.
-Pa pa ja już idę.Miłego wyjazdu.-krzyknęłam i nie czekając na odpowiedź wybiegłam z domu.
Na dworze zobaczyłam Luka, który nonszalancko opierał się o motor.Gdy podeszłam pocałował mnie i założył opaskę na oczy,a następnie pomógł mi wsiąść na motor.Jechaliśmy sporo czasu,a gdy w końcu się zatrzymaliśmy Luke wziął mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.Po jakimś czasie puścił moją rękę i zdjął mi opaskę z oczu,a wtedy zobaczyłam, że przywiózł mnie na nielegalne wyścigi motocyklowe.Przytulił mnie od tyłu i szepnął do ucha.
-Wesołych walentynek kochanie.-pocałował mnie w policzek i powiedział-Życz mi szczęści.-uśmiechnął się już odchodził,ale cofnął się wyjął z pod skórzanej kurtki list i mi go podał.-Przeczytaj go dopiero jutro,obiecaj?-powiedział w jego oczach widziałam strach.
-Ok obiecuję.-powiedziałam,chciałam jeszcze powiedzieć żeby tego nie robił,ale już odszedł.Zaczęłam się rozglądać.Ludzie stali tu w grupkach,dziewczyny były ubrane jak dziwki,a mężczyźni patrzyli na nie jak na ofiarę.Co ja tu robię?Nie tak wyobrażałam sobie walentynki.Wolałam pójść na jakąś kolację,a nie stać sama na środku jakiegoś opuszczonego placu.
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos z głośników.
-WSZYSTKICH ZAWODNIKÓW ZAPRASZAMY NA STAR!
Zawodnicy ustawili się w jednej lini,a ja wzrokiem szukałam Luka.Gdy w końcu go znalazłam na środek wyszła jakaś ruda lala w szortach i staniku z ćwiekami z jakąś szmatą w ręku.
-TRZY,DWA,JEDEN,START!!-krzyknął głos z megafonu.Na komendę wszyscy równo wystartowali już na samym początku motocyklista,który jechał ostatni został zrzucony z motoru przez innego zawodnika,a serce podeszło mi do gardła.A co jeśli ktoś tak zepchnie Luka?
Obserwowałam dalej wyścig,może jakieś 100 metrów od mety Luke wysunął się na prowadzenie,ale jakiś inny chłopak go doganiał.Zaczął go spychać z toru.I nagle Luke stracił panowanie nad motorem i wjechał w ścianę,a motocykl stanął w płomieniach.Już wiedziałam,że mój Luki zginął,ale nie tylko ja wstrzymałam oddech cały tłum zamilkł i patrzył się na płonący motor.
Pobiegłam w stronę ognia,a wszyscy ludzie jak na komendę zaczęli uciekać z placu.Przerażona wyjęłam telefon i zadzwoniłam po pogotowie.Gdy karetka,straż i policja przyjechała zostałam sama cały tłum ludzi biorących udział w zawodach zniknął.Straż ugasiła motor,a lekarze szybko pobiegli w stronę szczątków motoru.A ja sparaliżowana i nie mogłam się ruszyć,po paru minutach podszedł do mnie jakiś lekarz.
-Dobry wieczór nazywam się Robert Clarke,kim pani była dla tego chłopaka?-zapytał.
-Jestem jego dziewczyną,nazywam się Perrie Edwards.Panie doktorze co z nim?-spytałam,a w oczach zbierały mi się łzy.Wpatrywałam się w twarz lekarza,ale on milczał.Po chwili odsunął się,a ja zobaczyłam jak pakują Luka w czarny worek co oznaczało,że nie żyję.Z moich oczu poleciał wodospad łez,pobiegłam do ludzi klęczących przy worku.
-LUKE WRÓĆ DO MNIE!NIECH PANOWIE GO WYJMĄ Z TEGO WORKA ON ŻYJĘ,ON MUSI ŻYĆ!-krzyczałam-LUKIE BŁAGAM TY MUSISZ ŻYĆ NIE DAM SOBIE BEZ CIEBIE RADY!LUKE KOCHAM CIĘ,PROSZĘ WRÓĆ DO MNIE.-ostatnie słowa wyszeptałam.
No to fajne walentynki...strasznie mi szkoda Luka no i oczywiście Perrie. Biedna pewnie się załamie.Jestem zaskoczona. Dopiero początek bloga a ja już wiem, że będziesz zaskakiwać pomysłami. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział <3
OdpowiedzUsuń